Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

wtorek, 24 czerwca 2014

Dzień Ojca pod znakiem gofrów

Zdecydowaliśmy z Franciszkiem, że Dzień Ojca uczcimy goframi. Zapomnieliśmy tylko, że sam widok robota kuchennego wprawia Franka w histerię.
 

Przy okazji muszę pamiętać, żeby jutro obciąć mu paznokcie, które wryły się w skórę na moich plecach;)
   

Przepis na gofry:

1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżeczki cukru pudru lub kryształu
1 łyżka cukru wanilinowego
2 jaja (oddzielnie żółtka od białek)
1/2 szklanki oleju roślinnego
1 i 1/3 szklanki mleka

1 szklanka ma pojemność 250 ml


Wykonanie:
  • Mąkę przesiać do miski, dodać proszek do pieczenia, sól, cukier, cukier wanilinowy. Wszystko wymieszać a następnie dodać żółtka, olej roślinny oraz mleko. Zmiksować mikserem na gładką masę. Do ciasta dodać ubite na pianę białka, wymieszać łyżką lub krótko zmiksować do połączenia się składników. Ciasto można odstawić aby odpoczęło (na około 15 minut), ale nie jest to konieczne.
  • Rozgrzać gofrownicę na maksymalną moc. Gofry piec przez około 3 - 3,5 minuty (np. w gofrownicy o mocy 1.700 W) lub przez czas podany w instrukcji gofrownicy. Nakładamy ciasto chochlą i wypukłą stroną łyżki rozprowadzamy ciasto dokładnie po całej powierzchni.
  • Gofry po upieczeniu odkładać na metalową kratkę. Posypać cukrem pudrem lub posmarować marmoladą, dżemem, wyłożyć owoce i przykryć bitą śmietaną. Gofry możemy też polewać sosem truskawkowym.

Więcej na  Kwestia Smaku

Trochę przesadziłam;)





poniedziałek, 23 czerwca 2014

Adam Słodowy - zrób to sam, albo nie będziesz miał.

Lubię od czasu do czasu sięgnąć na półkę po jakąś starą, dawno nieczytaną lub dawno nieprzeglądaną książkę. Dzisiaj moja ręka trafiła na książkę Adama Słodowego "Lubię majsterkować".

Ja nie mogę, w jakich czasach przyszło mi dorastać? Jakie te czasy były siermiężne.

Jak kiedyś Franek nie będzie mógł zrozumieć, że w czasach mojego dzieciństwa buty i cukier były na kartki to dam mu do przeglądnięcia książkę Adama Słodowego.

Skąd u mnie takie spostrzeżenia? A macie w swojej biblioteczce "Lubię majsterkować", albo pamiętacie program "Zrób to sam"? Co też Pan Adam proponował nam zrobić? A np. tamborek, piłkę do zabawy w pokoju, wózek dla lalki, huśtawkę dla dzieci, czy gitarę. Proponował również uszyć namiot, śpiwór i pokrycie parasola plażowego. Teraz w dobie mody na wyroby hand made można by spytać, o co mi chodzi? Uwierzcie wtedy to nie była kwestia mody, ale potrzeby. W myśl zasady: zrób to sam, albo nie będziesz miał.

Kto dzisiaj o zdrowych zmysłach robiłby tamborek, który można kupić za 7 złoty? Część osób pewnie nawet nie wie, co to jest. Jak kobieta chciała sobie pohaftować to musiała najpierw zdobyć odznakę mały majsterkowicz. Kto o zdrowych zmysłach robiłby gitarę? Sprawdziłam gitarę można kupić już za 100 zł. Nie jest to może wersja dla wirtuozów, ale już widzę, jak gram na wykonanym przeze mnie instrumencie. Śmiech na sali.

Właśnie otworzyłam książkę na stronie, gdzie autor odpowiada na pytanie jak jeździć rowerem w pokoju? Jakim rowerem? Kiedy? W 1980, czy w 1986 roku? (Okazuje się, że mamy dwa wydania.)

Sama książka i pomysły w niej zawarte są świetne, tylko jak dla mnie nie do wykonania przez jej grupę docelową, czyli dzieci i młodzież w wieku szkolnym. Wierząc w inteligencję małego po jej przeglądnięciu spodziewałabym się pytania no dobrze, ale, po co to robić? Nie można pójść do sklepu i kupić? Teraz tak synku, ale nie za moich czasów.





sobota, 21 czerwca 2014

Oczy dookoła głowy

Monika i spółka; Oczy dookola głowy
Nigdy nie sądziłam, że zacznę uczyć Franka strachu przed ludźmi, a chyba powinnam. Jak do tej pory cieszyłam się jak głupia, że dobrze czuje się w nowych miejscach, wśród dopiero, co poznanych ludzi. No to mam za swoje.

Wczoraj, w dużym sklepie wybrał wolność. Cały czas kręcił się koło nas, jak odchodził szłam po niego i tak w kółko. Straciliśmy czujność, kiedy musiałam podpisać umowę. Mąż nie wymyślił, żeby w tym czasie zwrócić na niego uwagę, skoro ja się nim przedtem zajmowałam to powinnam też i teraz.

Dopiero składając kolejny podpis zorientowałam się, że kogoś brakuje. Miałam nosa, bo od razu ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych. Młody był już poza sklepem, szedł za rączkę z pracownikiem sklepu, który był na dworze. Powinnam ostro zareagować, żeby Franek się przestraszył, ale byłam tak osłupiała, że poszedł tak daleko i nie bał się obcego chłopaka, że mnie zatkało, a ciśnienie skoczyło chyba do 200.

Wobec tego zaczynamy naukę, że bez mamy lub taty nie rusza się na krok. Żadne babcie, dziadkowie, ciocie, kuzyni itd. itp. nie uprawniają go do oddalenia się od rodziców na krok, chyba, że rodzice na to zezwolą. Tylko jak to zrobić? Tym bardziej, że to jego oddalanie nie jest oznaką złego zachowania tylko czystej dziecięcej ciekawości. A co to jest? Do czego to służy? A co jest za zakrętem? A jak to działa? Istna torpeda.

A lekarka mnie pytała, czy Franek poszedłby z obcym, bo w tym wieku już nie powinien. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć wydawało mi się, że nie, a jednak.





piątek, 20 czerwca 2014

Kupujemy fotelik rowerowy

Monika i spółka; Fotelik rowerowy firmy HAMAX, model SIESTA
Przed narodzeniem Franka snuliśmy niesamowite plany, jak to będziemy z nim spędzać czas. Wymyśliliśmy, że dobrym sposobem na poznawanie świata, a przynajmniej najbliższego otoczenia, będą wycieczki rowerowe.

Jednak żeby wcielić nasz pomysł w życie musimy zaopatrzyć się w kilka niezbędnych akcesoriów. Przede wszystkim nie obejdzie się bez zakupu fotelika rowerowego i kasku dla Franka. Przydałoby się jeszcze kilka lekcji z jazdy na rowerze dla mamy. Niby jazdy na rowerze się nie zapomina, ale, czy to prawda?

Jak dla nas fotelik rowerowy musi spełniać kilka podstawowych warunków:

1. być mocowany z tyłu roweru, 
2. mieć odchylane oparcie,
3. być łatwy w montażu i demontażu,
4. być dostępny w sklepie tradycyjnym, żebyśmy mogli sprawdzić organoleptycznie, czy nam się podoba i czy Franek wygodnie w nim siedzi.

Znaleźliśmy fotelik spełniający wszystkie z powyższych punktów. Jest nim fotelik rowerowy norweskiej firmy HAMAX model SIESTA.

Główne elementy specyfikacji fotelika HAMAX Siesta 
 
1. Fotelik z systemem odchylania pod kątem 20 stopni umożliwiający dziecku wygodny sen.

Monika i spółka; Fotelik rowerowy firmy HAMAX, model SIESTA

2. Do mocowania z tyłu roweru wyposażonego w bagażnik lub nie. 
3. Posiada regulowane podpórki na stopy i osłaniające z boku podłokietniki.
4. Waga przewożonego dziecka nie może przekraczać 22kg.
5. Fotelik ma podpórki na nogi, również z regulowaną wysokością. 

6. Siedzisko fotelika jest miękko wyściełane, przez co dziecko ma komfort podróżowania. 
7. Mocowanie zapewnia maksimum bezpieczeństwa oraz pasuje prawie do wszystkich rowerów. 


Dodatkowe akcesoria

1. Dodatkowe mocowanie.

Monika i spółka; Fotelik rowerowy firmy HAMAX, model SIESTA

2. Poncho na deszcz

3. Dmuchany pokrowiec
 
Mamy nadzieję, że  fotelik spełni nasze oczekiwania i będzie nam towarzyszył przez najbliższe kilka lat. Czy nasz wybór jest trafiony, okaże się za kilka dni, po pierwszej wycieczce rowerowej. Na razie musimy go kupić;)





środa, 18 czerwca 2014

Dziecko nie potrafi, czy po prostu nie może chwycić poprawnie piersi?

Nie ma nic gorszego niż piersi pełne pokarmu i dziecko niepotrafiące poprawnie je chwycić. Jak jesteśmy w szpitalu to mamy jeszcze możliwość skorzystania z pomocy położnej, która pomoże nam przystawić dziecko do piersi. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że sam sposób przystawienia do piersi to nie wszystko, żeby nie uskarżać się na obolałe, popękane brodawki. Przynajmniej, jeśli chodzi o moją przygodę z karmieniem piersią.

Wspomnę, że u Franka jeszcze w szpitalu zdiagnozowano zapalenie uszka. Jego choroba spowodowała, że nie jadł tak jak powinien, a ja musiałam borykać się z nawałem pokarmowym i obrzękiem piersi. To, co musiałam wtedy przejść było dla mnie normalne, teraz jak o tym pomyślę to był to istny koszmar.

Jeszcze w szpitalu poprosiłam o pomoc panie rehabilitantki, które udrożniły piersi, dały mi lek na wstrzymanie laktacji i co najważniejsze poinstruowały, co robić przed każdym karmieniem i jak dostawiać dziecko do piersi. Techniki dostawiania do piersi oczywiście znałam, ale Pani Małgosia, cudna Małgosia zrobiła coś więcej. Uczestniczyła w kilku karmieniach i każdorazowo, na bieżąco korygowała moją pozycję i ustawienie dziecka.

Niestety Franciszek nie miał takiego apetytu, żeby podczas karmienia ściągnąć cały pokarm z piersi. Powodowało to, że ilość pokarmu była cały czas większa niż jego potrzeby. Konsekwencją tego było nadmierne jego gromadzenie w otoczce brodawki sutkowej i jej obrzęk. Jak wiadomo, poprawnie przystawione dziecko powinno chwycić nie samą brodawkę, ale również dużą część otoczki. Chwyt samej brodawki kończy się zazwyczaj jej pęknięciem i bólem. Niestety osłabione dziecko nie jest w stanie chwycić stwardniałej otoczki, trzeba mu w tym pomóc. Jedynym sposobem jest jej opróżnienie z pokarmu. Ja tak właśnie robiłam. Przed każdym karmieniem wyciskałam nadmiar pokarmu, aż do chwili, kiedy cała otoczka była miękka. Każdorazowo przed przystawieniem Franka do piersi sprawdzałam palcami każdy milimetr otoczki. Jeśli wynik inspekcji był pozytywny przystawiałam małego do piersi. 


Możliwe, że w waszym przypadku problem tkwi w tym samym.





poniedziałek, 16 czerwca 2014

Film Powstanie Warszawskie sposobem na rozwydrzone dzieciaki

Monika i spółka; Opinia o filmie Powstanie Warszawskie
Z zasady nie chodzę do kina na filmy typu "Ogniem i mieczem", "1920 Bitwa Warszawska", "Stara Baśń", czy "Katyń". Gdzieś w środku na sam taki pomysł rodzi się we mnie sprzeciw. Przyznam się, że jeśli chodzi o "Katyń" to mam zamiar nadrobić zaległości.

Mam wrażenie, że niektórzy reżyserzy jak nie mają już żadnego pomysłu na film to biorą się za adaptacje książek lub zdarzeń historycznych. Przoduje w tym Hoffman. Nie musi martwić się o frekwencję, zapewni ją przy takiej tematyce młodzież ze szkół średnich i gimnazjów, w ramach obowiązkowego wyjścia ze szkoły. Każdy chyba pamięta takie spędy.

Bynajmniej "Powstania Warszawskiego" nie zaliczam do tej grupy. Po zwiastunach czekałam, kiedy wejdzie do kin. Ostatecznie wczoraj, udało nam się go zobaczyć. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Niby wiedziałam, że jest to film fabularny zmontowany w całości z materiałów dokumentalnych, ale myślałam, że postacie współczesnych aktorów zostały nałożone na kliszę filmową. Nic bardziej mylącego. W tle słychać tylko ich głosy. To właśnie ich dialogi tworzą fabułę filmu. Muszę przyznać, że pomysł był genialny. Tutaj wielkie brawa dla twórców.

Już jak usiadłam na fotelu pomyślałam, co ja tutaj robię? Po co mi to? I rzeczywiście ładunek emocjonalny zawarty w filmie był tak wielki, że płakałam w niektórych momentach jak bóbr. Najbardziej na moją wyobraźnię podziałała scena, w której matka, wśród zgliszczy palącej się Warszawy, w piwnicy, w hamaku z prześcieradła, próbowała uśpić płaczącego niemowlaka. Wyobraziłam sobie siebie i Franciszka. Szok.

Po zakończeniu filmu mój mąż powiedział, że trzeba by wysłać tam dzisiejsze dzieciaki, które marudzą jak im źle. Nie posunęłabym się do tak drastycznych metod, ale myślę, że seans w kinie byłby dobrym sposobem na ujarzmienie rozwydrzonych dzieciaków. Chociaż na dzień. Te dzieciaki, które nie wyciszyłyby się, chociaż na jeden dzień nie są rozwydrzone, one są po prostu głupie.

Monika i spółka; Opinia o filmie Powstanie Warszawskie

Monika i spółka; Opinia o filmie Powstanie Warszawskie

Monika i spółka; Opinia o filmie Powstanie Warszawskie

Źródło:
http://powstaniewarszawskiefilm.pl/





niedziela, 15 czerwca 2014

Powrót małego bobo

Monika i spółka; Powrót małego bobo
Ostatnio mamy trochę gorszy okres. Franciszka dopadła trzydniówka, a po niej jakaś dziwna histeria i problemy z zasypianiem i snem. Każda próba położenia go w łóżeczku kończyła się spazmami, które ustawały dopiero na rękach u mamy lub taty. Dodatkowo, gdy już się wydawało, że śpi nagle odwracał główkę sprawdzając, czy jesteśmy nadal w pokoju. I zabawa zaczynała się od nowa. Coś go musiało przestraszyć. Co, nie mam pojęcia. Teraz jest już lepiej. Po prostu zasypia na moich rękach i dopiero wtedy kładę go do łóżeczka.

Możliwe, że trzydniówka była konsekwencją wyżynania się nowych zębów. Pewności nie mamy, ale na dole Franek ma o dwa zęby więcej. O czwórki lub piątki. To też wielka niewiadoma, mały nie chce w tym zakresie z nami współpracować. Na górze za to widać już zalążki szóstek.

Na początku, muszę przyznać, nie mogłam przejść do porządku dziennego z usypianiem Franka na rękach. Jak to? Przecież zasypiał sam. Biorąc pod uwagę, że mały nie jest przytulaśny powinnam się z tego cieszyć. Właściwie nie powinnam, ale zaczęłam się cieszyć. Z taką ufnością wtula się we mnie.

No cóż nastąpił powrót małego bobo. I dobrze. Niestety duża samodzielność i sprawność ruchowa Franciszka sprawia, że traktuję go jak starsze dziecko, zapominając, że to jeszcze mała dzidzia.

Monika i spółka; Powrót małego bobo

Monika i spółka; Powrót małego bobo

Monika i spółka; Powrót małego bobo