Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

czwartek, 15 maja 2014

Zabawy naszego dzieciństwa - Dwa ognie

Obserwuję dzieci bawiące się na podwórku i mam wrażenie, że bez rolek, rowerów i deskorolek nie wiedziałyby, co z sobą począć. Jest ich tak dużo, że z powodzeniem mogłyby się pobawić w którąś z dawnych, a zapomnianych, gier i zabaw podwórkowych. Z sentymentu, zaczęłam przeszukiwać internet w poszukiwaniu moich ulubionych. Przyznam się, że nie pamiętam zasad niektórych z nich. Dlatego, dla własnej przyjemności i mam nadzieję, Waszej będę cyklicznie przypominać niektóre z nich. 

Na wielkie otwarcie wybrałam dwa ognie. Ileż to razy wracałam po grze do domu z siniakami na całym ciele, zmęczona i brudna, ale szczęśliwa. Nie mogłabym na początek wybrać żadnej innej.

Zasady gry dwa ognie

Ilość graczy: w zależności od wielkości boiska może być od 3 do nawet 20 zawodników w jednej drużynie
Rekwizyty: piłka

1. Narysujcie na ziemi prostokątne boisko podzielone na dwie równe części.
2. Podzielcie się na dwie drużyny.
3. W każdej drużynie wybierzcie swoją "matkę" stojącą poza boiskiem, za linią końcową drużyny przeciwnej. Ustawienie zawodników powinno być takie jak na poniższym rysunku.


4. Po rozpoczęciu gry wszyscy zawodnicy ustawiają się na swoich polach. Dostając piłkę staracie się trafić nią w zawodnika drużyny przeciwnej, unikając tym samym celnych trafień z ich strony. Pamiętajcie też, że nie wolno wam przekroczyć linii środkowej boiska. Wyjście poza obszar boiska powoduje wykluczenie zawodnika z gry. 

5. "Matki" mają za zadanie złapanie każdej piłki opuszczającej boisko drużyny przeciwnej. Po złapaniu takiej piłki mogą "zbijać" przeciwników. 

6. Z gry odpadasz wówczas, jeśli zostaniesz trafiony piłką i jej nie złapiesz. Jeżeli zaś uda ci się ją złapać natychmiast "zbijaj" przeciwnika.

7. Przegrywa zespół, który straci wszystkich zawodników.

8. My graliśmy w taką wersję, że po zbiciu wszystkich zawodników jednej z drużyn na boisko wchodziła "matka". Ona dysponowała 3 życiami. Nie muszę mówić, że każdy chciał być "matką". 





środa, 14 maja 2014

Jak dodać like button na bloga

Dzisiaj krótkie szkolenie, jak dodać like button na bloga. Osoby, które przeglądały moje szkolenie Jak dodać like box'a na bloga?, zauważą, że dodając like button korzystamy z tej samej strony internetowej.

Pierwsze, co robimy to logujemy się na swojego fanpage'a, dla którego chcemy utworzyć like button. Jak już jesteśmy zalogowani wchodzimy na stronę Facebook Developers. Wyświetla nam się strona jak poniżej.     

 
W okienku URL to Like wpisujemy adres swojego fanpage'a. W moim przypadku to: https://facebook.com/ispolka.


Teraz w zależności od naszych preferencji pozostawiamy lub odhaczamy przycisk Show Friends' Faces i przycisk Include Share Button. W najbardziej minimalistycznej wersji otrzymujemy.


Klikamy teraz na przycisk Get Code i przechodzimy na zakładkę IFRAME.

Kopiujemy cały kod i przechodzimy do bloggera, na swój blog. W zakładce układ klikamy przycisk dodaj gadżet. Wybieramy dodaj kod HTML i wklejamy skopiowany kod.



I to już wszystko. Gotowe.
Powodzenia





wtorek, 13 maja 2014

Obłęd w oczach i przyspieszone tętno nie są dobrymi doradcami. Czy na pewno?

i spółka; Obłęd w oczach i przyspieszone tętno nie są dobrymi doradcami. Czy na pewno?
Jak już pisałam jest kilka rzeczy, koło których nie jestem w stanie przejść obojętnie. Książek, butów i foremek do ciasteczek. Zapomniałam o najważniejszym, o sadzonkach. Jedynym wytłumaczeniem mojej sklerozy była pora roku, w której to pisałam, niesprzyjająca pracom w ogrodzie. 

Teraz jestem w swoim żywiole. Zrobiłam kipisz w ogrodzie, znalazło się, więc kilka miejsc do posadzenia czegoś nowego. Jak coś nowego to, co? Oczywiście róże.

i spółka; Obłęd w oczach i przyspieszone tętno nie są dobrymi doradcami. Czy na pewno?

Wsadziłam Puciunka w fotelik i fruuuuuuuu do najbliższego sklepu ogrodniczego. A tam od koloru, do wyboru, co tylko sobie zażyczysz. Róże takie, róże śmakie. Zaczęłam przebierać, wybierać. Wstępna koncepcja była taka. Kupuję dwie róże pnące, zamykam oczy i wychodzę. Nie dałam rady. A jaki kolor? Podoba mi się czerwona i różowa. Ale czerwona mi do niczego, nie będzie pasować. Męska decyzja, biorę różową i białą. Zamykam oczy i wychodzę nie zapominając o Puciunku. 


i spółka; Obłęd w oczach i przyspieszone tętno nie są dobrymi doradcami. Czy na pewno?

Będąc już w domu oglądam moje zdobycze. Przecieram oczy. Nie wierzę. Okazuje się, że w amoku zakupów kupiłam nie to, co planowałam. Zamiast dwóch róż pnących kupiłam jedną różę parkową i jedną różę burbońską. Daltonistką nie jestem, kolory się zgadzają. Odmiany róży parkowej nie znam, natomiast róża burbońska jest odmiany Louise Odier. Czy żałuję? Nie. Sami zobaczcie, jaka ta Louise Odier jest piękna. Nie mam pewności, czy powinnam się chwalić, jaki ze mnie zakręt. Ale ja po prostu tak mam, gdy zaczynam się trząść, mam obłęd w oczach i przyspieszone tętno, wiadomo, że coś zmaluję.


i spółka; Obłęd w oczach i przyspieszone tętno nie są dobrymi doradcami. Czy na pewno?









poniedziałek, 12 maja 2014

Pop up restaurant. Co proszę?

i spółka; Pop up restaurant. Co proszę?
Jak ja to mówię, zawsze i od każdego można się czegoś dowiedzieć, nauczyć. Trzeba tylko uważnie słuchać. Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro. Okazuje się, że jest to restauracja typu pop up, pojawiająca się tylko na jeden dzień lub wieczór, w lokalizacjach często nie kojarzonymi z gastronomią. Najczęściej w pop up restaurants przeobrażają się prywatne domy, byłe fabryki lub otwierane są podczas festiwali. Informacja o otwarciu restauracji przekazywana jest za pośrednictwem portali społecznościowych, blogów lub drogą pantoflową. Tą samą drogą przyjmowane są rezerwacje.

Pierwszy raz słyszałam o czymś takim, ale z pewnością gdyby nie odległość skorzystałabym z zaproszenia. Niestety ja jestem tutaj, a Polka Bistro w Islandii. Ale wszystkich, którzy mieszkają na Islandii zachęcam do śledzenia bloga http://tartfactory.blogspot.com/ i fanpage'a https://www.facebook.com/TartFactory lub skumplowania się z ich autorką. Do odwiedzenia bloga zachęcam również fanów wypieków, w szczególności tart. Ja jeszcze nie zdążyłam wypróbować któregoś z jej wypieków, ale na pewno to zrobię. Czas zamortyzować kupioną specjalnie do wypieku tart brytfankę. Swoją drogą ciekawe, czy we Wrocławiu pojawiają się pop up restaurants. Możliwe, że tak. Trzeba mieć tylko dostęp do informacji, kiedy i gdzie mają się pojawić. I w tym tkwi problem. Nigdy, nie mów nigdy.





niedziela, 11 maja 2014

Jak rozmnożyć bukszpan?

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?Nie jest tajemnicą, że bukszpan jest  jedną z moich ulubionych roślin. Wykorzystałam go między innymi przy zakładaniu przedogródka, o czym pisałam tutaj. Jak do tej pory kupiłam kilkaset sadzonek bukszpanu. Pociągnęło mnie to trochę po kieszeni. Stwierdziłam więc, że czas postarać się o własne. Pierwsze próby rozmnożenia bukszpanu podjęłam dwa lata temu. Pomimo braku zbytniej troski z mojej strony, zakończyły się sukcesem.

Mam w głowie kolejne pomysły na aranżację ogrodu, ale do ich realizacji potrzebuję więcej sadzonek bukszpanu. Nie spieszy mi się. Mogę poczekać, aż pozyskam kolejne sadzonki z własnej rozsady. 

A oto mój sposób na rozmnożenie bukszpanu.

1. Przyglądam się starszym roślinom i oceniam, które pędy uciąć. Wybieram pędy tegoroczne, niezdrewniałe lub pół zdrewniałe o długości przynajmniej 10 cm.

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

2. Odrywam dolne liście do połowy pędu.

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

3. Dolny odcinek sadzonki zanurzam w ukorzeniaczu

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

4. Sadzonki wkładam do podłoża wymieszanego pół na pół z piaskiem, na glębokość pozostawionych liści.

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

5. Ustawiam sadzonki w cieniu i dbam o ich stałą wilgotność. Korzenie pokażą się w przeciągu kilku tygodni do pół roku.

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

Sadzonki z poprzedniej próby wysadzone na stałe miejsce.

i spółka; Jak rozmnożyć bukszpan?

Powodzenia.

Dodam jeszcze tylko, że warto spróbować. O moich pierwszych sadzonkach zapomniałam i pozostały przez całą zimę na dworze. Myślałam, że nic już z nich nie będzie, ale okazało się, że dały radę.





sobota, 10 maja 2014

Jak długo jesteś w stanie udawać, że kupy nie ma?

i spółka; Jak długo jesteś w stanie udawać, że kupy nie ma?Widzisz jak Twoje dziecko się pręży. O ho. Pewnie kupa. To już trzecia dzisiaj. Może poudaję, że nie widzę? Jak długo wytrzymam? Minutę? Dwie? Całą wieczność?

Jeśli siła rażenia nie jest zbyt duża, to całkiem  długo. Chyba, że ma się czuły zmysł powonienia.

Pojawiają się wyrzuty sumienia, może jednak go wezmę i przebiorę? No tak, ale on jest już taki ciężki i ciągle się wierci. Tak trudno go utrzymać i nie chce mi się.

No tak, ale jak go nie przewinę odparzy sobie pupę. Szkoda, bo jeszcze nigdy nie było z tym problemu. Dobra, za minutkę.

Okazuje się, że dziecko jest mądrzejsze od matki. Mama chce się bawić? Udaje, że kupy nie ma? Ja też się pobawię i jej poprzeszkadzam. Zobaczymy ile wytrzyma jak znajdę się w zasięgu jej węchu? Sekundę? Dwie? Minutę?

Taki mały, a już wie, jaki jest matki czuły punkt?

Sekunda to maks i koniec zabawy. Znowu wygrał. To już się staje nudne.





piątek, 9 maja 2014

Cała prawda o specjaliście położnictwa i ginekologii lekarzu medycyny Arturze Kucharskim

Chcę się z Wami podzielić moją opinią na temat specjalisty położnictwa i ginekologii lekarzu medycyny Arturze Kucharskim. Chciałam to zrobić już dawno, ale wiadomo, jak lekarz jest dobry to nie mamy motywacji;) Co innego jak nasza opinia jest niepochlebna. O, to wtedy siwy dym.
Doktor Artur Kucharski jest moim lekarzem od czterech lat. Albo coś koło tego;) Przyjmuje pacjentów we Wrocławiu, w Prywatnej Poliklinice "Na Grobli", ale co ważne jest również pracownikiem Oddziału Ginekologiczno - Położniczego w Szpitalu Specjalistycznym im. A. Falkiewicza.

Mam bardzo dużą wadę wzroku, co generalnie nie jest dla mnie większym problemem i nie przeszkadza mi w normalnym funkcjonowaniu. Jednakże odkąd pamiętam, bałam się porodu. Bałam się o własne zdrowie, a konkretnie wzrok. Nie zdecydowałabym się na dziecko gdybym nie miała pewności, albo przynajmniej poczucia pewności, że wszystko będzie ok, że mój wzrok nie jest zagrożony, bo mam przy sobie kogoś, kto będzie stał przy mnie, czuwał, żeby nic mi się nie stało. Niestety wizyty u kolejnych lekarzy ginekologów, odbierały mi wiarę, w ten zawód i odsuwały decyzję o dziecku. Do czasu, kiedy w ciągu jednego dnia usłyszałam dwie pochlebne opinie o doktorze. Od razu umówiłam się na wizytę. Powierzchowność Pana Doktora mi odpowiadała, co w moim przypadku jest bardzo ważne. Chociaż myślę, że nie jestem wyjątkiem. Ze względu na zaawansowany wiek, mój, nie doktora, i dotychczasowy brak dziecka, już podczas pierwszej wizyty zlecił pierwsze badania. Całą listę badań zamieściłam tutaj. Niestety wyniki badań nie wykazały nic bliższego. Byliśmy zdrowi, potencjalnie zdolni do poczęcia dziecka. W związku z powyższym skierował nas do swojego kolegi z Kliniki InviMed we Wrocławiu. Dysponowaliśmy kompletem badań, dzięki czemu, nie tracąc czasu mogliśmy od razu przystąpić do działania. Przeszliśmy odpowiednie procedury, w wyniku, których zaszłam w ciążę. Do momentu ustabilizowania się ciąży byłam pod kontrolą doktora Gizlera z Invimedu, po tym okresie wróciłam do doktora Kucharskiego.

Dla mojego spokoju doktor zaproponował, żebym przychodziła do niego częściej. Ja też tego chciałam. Chciałam mieć pewność, że nie zacznę rodzić i że nie trafię do szpitala prosto z ulicy. Ciąża przebiegała prawidłowo. Niestety pod koniec trzeciego trymestru miałam podwyższone ciśnienie i było podejrzenie zatrucia ciążowego. Doktor zlecił niezbędne badania. Ja je niezwłocznie zrobiłam i jak tylko otrzymałam wyniki przekazałam sms'em Panu Doktorowi. Ten po 5 minutach przekazał mi informację, że następnego dnia mam się zjawić w szpitalu do przyjęcia na patologię ciąży. Pozostałam tam, aż do rozwiązania przez cesarskie cięcie. Zabieg wykonał osobiście Doktor Kucharski. Podczas mojego pobytu w szpitalu byłam otoczona opieką Pana Doktora i czułam się po prostu bezpiecznie. Na czym zależało mi ponad wszystko. Pan Doktor spełnił moje oczekiwania w tym względzie, za co jestem mu wdzięczna i bez strachu myślę o ewentualnej drugiej ciąży. Z całą odpowiedzialnością mogę polecić Doktora Artura Kucharskiego. Nie zwodził mnie, zlecał niezbędne badania, służył pomocą, szybko reagował w krytycznych momentach i nie pozostawił nas samych sobie tylko pokierował w odpowiednie miejsce, do odpowiedniej osoby, dzięki której nasz Franio jest teraz na świecie. Wielkie Dziękuję.