Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Jedenaście miesięcy minęło jak jeden dzień


Jedenaście miesięcy minęło jak jeden dzień


Chciałoby się zaśpiewać za Andrzejem Rosiewiczem. I byłoby w tym dużo prawdy. 
Jak ja mogłam myśleć, że 18 lat to długo, nadal nie mogę wyjść z podziwu. Jakieś zaćmienie umysłu miałam, czy co?

Pamiętnik Matki Wariatki; Jak te dzieci szybko rozną

Jest to dla nas trudny okres. Mały szykuje się na kolejne ząbki. Jest niespokojny, znowu zaczął mniej jeść i budzi się co chwilę w nocy. A już było tak pięknie. No może nie pięknie, ale lepiej. Przyzwyczaiłam się przez ten krótki czas, że mały krzyczy, że jest głodny, a ja za wolna;) Wręcz trząsł się na widok jedzenia. Jak dla mnie był to niespotykany wcześniej widok. Ale to minęło. Nic co piękne widocznie nie może trwać wiecznie.  


Wszystko byłoby ok, gdyby mi co niektóre osoby nie smuciły, że mały jest za chudy. Na twarzy wygląda hożo, energii ma aż nadto, badania są w porządku, więc widocznie to jest taki typ. Nie wszystkie dzieci muszą być wielkie. Czy oni nie rozumieją, że ja nie mam ochoty tego słuchać?





niedziela, 9 lutego 2014

Mieszałam, mieszałam no i namieszałam


Mieszałam, mieszałam w kodach html, no i namieszałam.


Muszę przyznać jak na spotkaniu nałogowych ..., jestem uzależniona. Od grzebania w kodach html, od szukania nowych szablonów i ich przerabiania.

Mieszałam, mieszałam w kodach, że w końcu się doigrałam. Skończyło się to moje mataczenie, usunięciem całego bloga i utworzeniem go na nowo. Straciłam statystyki - nieważne, straciłam obserwatorów - ważne. Najśmieszniejsze jest to, że szablon, który wybrałam na początku chyba najbardziej pasował do treści zawartych na moim blogu;). Cóż. Zamierzam walczyć z tym nałogiem.

Pamiętnik Matki Wariatki; Programy do edycji zdjęć

Czemu ja to wszystko tak późno odkrywam? Blogowanie, html'a, programy do edycji zdjęć? To wszystko na mnie czeka, a tu trzeba wracać do pracy. Ja nie mam czasu na pracę;). Ja muszę się jeszcze tyle nauczyć. Jak widać na załączonych obrazkach.

Szkoda, że nie udało mi się jeszcze rozgryźć w 100% kodu pod nazwą Franciszek. Wydaje mi się czasmi, że zamiast robić postępy w jego nauce. Cofam się.
Pamiętnik Matki Wariatki; Programy do edycji zdjęć






piątek, 7 lutego 2014

Sierpień w hrabstwie Osage


Sierpień w hrabstwie Osage 

Wczoraj tak jak dawniej udało nam się wyskoczyć do kina. Już od jakiegoś czasu zauważyliśmy taką prawidłowość, że jak najdzie nas ochota na kino, to w kinach posucha. Tym razem było inaczej. Braliśmy pod uwagę kilka filmów, ale tym razem nie dałam się zmanipulować i poszliśmy na film, który pierwotnie wybrałam, czyli na Sierpień w hrabstwie Osage. Z rewelacyjną Meryl Streep i Julią Roberts. Rzeczywiście coś w tym jest co piszą. Marylka jest gwarantem, że człowiek się nie zawiedzie i wyjdzie z seansu zadowolony. I tak było ze mną.

Pamiętnik Matki Wariatki; Sierpień w hrabstwie Osage
Sierpień w hrabstwie Osage poruszył mnie. Myślałam, że to niemożliwe. A jednak. Dawno nie płakałam na filmie, a na tym trochę sobie pochlipałam. Niestety zauważyłam parę analogii do własnego życia. Zobaczyć je to jak przejżeć się w krzywym zwierciadle, to boli i uświadamia parę rzeczy. Film opowiada o matce i 3 córkach, które w wyniku zaginięcia, a w rezultacie śmierci patriarchy rodu spotykają się w rodzinnym domu. Jest upalny sierpień w hrabstwie Osage. Powietrze faluje od ukrywanych sekretów, niewypowiedzianych oskarżeń i zadawnionych żalów. Nikt nie jest tym kogo udaje. 

Film pokazał to co ja wiem, a czego się boję. Boję się, że moje zachowanie, zadawnione żale wpłyną na życie mojego synka, bo nie będę potrafiła przejść nad nimi do porządku dziennego. Nie chcę tego dla niego. 





środa, 5 lutego 2014

Mów do mnie babciu


Jest zima, 21 stycznia, ładnych parę lat temu. Z tego co pamiętam byłam wtedy jeszcze na studiach. Jadę z ojcem samochodem do dziadków. Po drodze słuchamy audycji radiowej. Do radia dzwonią babcie, przedstawiają się i mówią kilka słów o sobie. Zazwyczaj ile mają wnucząt, w jakim są one wieku i takie tam. Nagle dzwoni babcia, której wypowiedź zapamiętam na długie lata. Co też ona takiego powiedziała? Wystarczyło, że powiedziała, że ma 38 lat, jest babcią i wstydzi się tego, żebym zapamiętała jej wypowiedź do końca życia.
Pomyślałam sobie wtedy jaka porażka. Kalkulatorek w głowie zaczął mi dzielić, mnożyć, dodawać i wyszło mi w jakim wieku powinna być ona i jej córka w momencie zajścia w ciążę, żeby ta kobieta była już babcią. Nie było to zbyt skomplikowane nawet jak dla mnie.

Pamiętnik Matki Wariatki; Czy ja wyglądam jak babcia?

I właśnie kilka dni temu koleżanka z klasy, ze szkoły podstawowej pochwaliła się, na jednym z portali społecznościowych, że zostanie babcią. Dokładnie w wieku tamtej kobiety. Rany, jak ja mam się do nich. Mój syn skończy przecież dopiero roczek. Czy ja wyglądam jak babcia. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś się pomylił i nazwał mnie babcią Puciunka.

Jeszcze kilka lat temu może miałabym na to spore szanse, ale myślę, że jednak nie. Jeszcze kilka lat temu matki w moim wieku to był ewenement. Teraz też może jestem w górnej granicy, ale ta dolna zdecydowanie się podwyższyła, tak wynika z moich obserwacji. Chociaż tak może jest w moim środowisku, a w innych jest jak było. Sprawdziłam. Jeśłi chodzi o mój wiek to niewiele się zmieniło.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika że:

Rozpoczęte w latach 90-tych ub. wieku przeobrażenia demograficzne spowodowały przede wszystkim przesunięcie najwyższej płodności kobiet z grupy wieku 20-24 lata do grupy 25-29 lat (p. wykres 4), a także znaczący wzrost płodności w grupie wieku 30-34 lata, który - w głównej mierze - jest realizacją „odłożonych” urodzeń. W konsekwencji nastąpiło podwyższenie (szczególnie w okresie minionych 10 lat) mediany wieku kobiet rodzących dziecko, która w 2010r. wyniosła 28,6 lat wobec 26,1 w 2000 r. Zwiększył się także - do 26,6 lat, tj. o prawie 3 lata - średni wiek urodzenia pierwszego dziecka (w 2000 r. wynosił 23,7 lat). 

Zmieniła się też struktura poziomu wykształcenia matek. W 2010 r. - w stosunku do
początku lat 90-tych - odsetek matek z wykształceniem wyższym wzrósł prawie           7-krotnie, tj. z 6% do ponad 40% (w 2000 r. wynosił ponad 13%). Natomiast 3-krotnie zmniejszył się odsetek kobiet z wykształceniem podstawowym i bez wykształcenia - z 18% do niespełna 6% (w 2000 r. wynosił ponad 14%). Odsetek młodych matek z wykształceniem średnim nie zmienił się istotnie na przestrzeni ostatnich 20 lat i wynosi ok. 35%.
Obserwowane zmiany to efekt wyboru, jakiego coraz częściej dokonują ludzie młodzi
decydując się najpierw na osiągnięcie określonego poziomu wykształcenia oraz stabilizacji ekonomicznej, a dopiero potem (około 30-tki) na założenie rodziny oraz jej powiększenie.
Więcej: Podstawowe informacje o sytuacji demograficznej Polski w 2011 roku

Jak byłam mała to myślałam, że mama urodziła mnie stosunkowo późno. Miała wtedy 26 lat. Śmiech na sali. Późno? No, a kiedy miała mnie urodzić podczas studiów? W dodatku jestem druga w kolejce. Mój ojciec miał wtedy 27 lat, no po prostu stał nad grobem. No cóż jako dziecko takie miałam wyobrażenie o życiu. Już pod koniec studiów, zaczęłam kminić, że wcale to tak mnie mama późno nie miała. Ledwo wyszła z ławki weszła w pieluchy. Masę pieluch. Od siostry dzieli mnie tylko rok i 3 miesiące.

Tu rodzi się pytanie jak określić wiek, w którym ja urodziłam? Bardzo późno? Spóźnione macierzyństwo? Czaruję. Nic, a nic mnie nie obchodzi czy to wczesne czy późne macierzyństwo. Dla mnie w odpowiednim czasie. No może przesunęłaby je w przód o 4, 5 lat, ale nie wceśniej. Tak po prostu jestem skonstruowana.

Pogratulowałam koleżance, że zostanie babcią, bo dziecko nieszczęściem nie jest, trzeba się cieszyć i trzymać kciuki, żeby wszystko było ok. Ale to zupełnie nie moja bajka.





poniedziałek, 3 lutego 2014

In vitro - finansować, czy nie finansować?


In vitro - finansować, czy nie finansować z środków publicznych?


Myślałam, że mam to już za sobą, ale mnie ruszyło. Przeczytałam na jednym z blogów mam, że nie zdecydowałaby się nigdy na in vitro. Ok, każdy żyje i robi wszystko według własnego uznania. Ciekawe tylko, co by zrobiła, gdyby była w grupie 15 000 par, o której wspomina Ministerstwo Zdrowia w Programie leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego na lata 2013-2016.pdf. Ale nie o to mi chodzi.

i spółka; In vitro - finansować, czy nie finansować z środków publicznych?

Autorka bloga dodała, że jej zdaniem, jeśli już, to każdy powinien finansować zabieg we własnym zakresie.

To mnie ruszyło. Nie, to za mało. Szlak mnie jasny trafił.

Co miesiąc zabierana jest z mojej pensji wysoka składka zdrowotna, z której totalnie nie korzystam. Do stomatologa, ginekologa, okulisty i ortopedy chodzę prywatnie.

Do lekarza pierwszego kontaktu zaczęłam chodzić dopiero wtedy, gdy na zdjęciu płuc lekarz stwierdził ślady po niewyleczonym zapaleniu płuc. Nie wiedziałam, że w ogóle przechodziłam. No, ale wszystko było ważniejsze niż własne zdrowie.

Za pieniądze, które mi zabrano przez wszystkie lata mojej pracy zawodowej mogłabym opłacić kilka zabiegów.

Ale nie. Za zarobione przeze mnie pieniądze ktoś wyleczył sobie przysłowiowy WRZÓD NA DUPIE, np. zawodowy bezrobotny. 






niedziela, 2 lutego 2014

Nie wiem czy nie powinnam się obrazić


Już piszę, dlaczego. Przed chwilą wydałam okrzyk radości, że jestem genialna, bo wpisałam coś w kod html i zadziałało. Mój ślubny na mój okrzyk, zareagował śmiechem. Dodał, że to niesamowite, że ktoś niemający bladego pojęcia o html'u, niby to ja, grzebiąc w kodzie, na zasadzie prób i błędów jest w stanie go modyfikować.
Właśnie się zastanawiam, czy nie powinnam się obrazić za tak małą wiarę w moje umiejętności. Przede mną zmiana czcionek i coś mi się wydaje, że nie pójdzie mi tak łatwo. Jakoś tak dziwnie w tym szablonie pozapisywali niektóre rzeczy.

Dam radę jakem Monika KB. No, chyba, że nie dam rady.
Pamiętnik Matki Wariatki; Modyfikacja kodu html






sobota, 1 lutego 2014

Piłka najlepszym przyjacielem jest

Bardzo mamusię i tatusia cieszy, że ich synek spośród wszystkich zabawek najbardziej upodobał sobie piłki. Wiadomo chłopak i piłka to jest coś. Jak na razie zaobserwowaliśmy, że nadawałby się na szczypiornistę, lub koszykarza. Ten rzut, chwyt i kozioł. Wow. Teraz bycie szczypiornistą to jest coś. Jeszcze kilka lat temu jak nasi panowie nie odnosili sukcesów wiele osób nie wiedziało, co to za dyscyplina sportu. Dla niewtajemniczonych po prostu piłka ręczna. Dla wielu pewnie przez zajęcia wychowania fizycznego znienawidzona. Co dziwne ja lubiłam stać na bramce, tatuś wręcz przeciwnie. Ja lubiłam, bo na samym początku broniłam wszystkie piłki, wraz z zmasowanym atakiem coraz mniej, tatuś nie lubił, bo w ich klasie był wyczynowy zawodnik, który mógł uszkodzić osobę stojącą na bramce.
Z biegiem czasu widzimy, że kopa też ma całkiem, całkiem, ale dopóki sam nie będzie chodził trudno stwierdzić.

Jak się nie trudno domyślić mamy całe spektrum piłek.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Jeśli jadąc do rodziny zabieramy któreś ze sobą to pakując się do domu odliczamy wszystkie czy czasami którejś nie zapomnieliśmy. Na zdjęciu u góry już kilku brakuje. Nie wiem krasnoludki z nami mieszkają czy co?

W pewnym momencie dostałam zalecenie, żeby kupić Puciunkowi piłkę z kolcami, celem ćwiczenia chwytu. Jak na złość nigdzie ich nie było. Były tylko jeżyki, ale jeżyk to nie piłka. W końcu na nic nie licząc znalazłam jedną na dziale z artykułami dla zwierząt. Później dostaliśmy jeszcze 4 w prezencie, dedykowane już typowo dla dzieci. Są miększe niż te dla zwierząt, ale małemu to w niczym nie przeszkadzało. Świetnie sprawdzają się w praniu. Ostatnio nie zauważyłam, że mały podrzucił mi jedną do pralki.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Kolejne piłki polecane przez fizjoterapeutów to szmaciane, które daje się łatwo chwycić. Materiał nie powinien przylegać ściśle do wypełnienia. To, że mamy akurat te poniżej to przypadek, dostaliśmy je po innych dzieciach.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Bardzo fajne, są piłki jak poniżej. Polecam zwłaszcza tę większą. Kiedyś przyuważyłam, że dziewczyna przypięła taką piłkę, ale w mniejszym rozmiarze do wózka tak, że dziecko podczas jazdy mogło się nią bawić. Oczywiście jak ja chciałam kupić to były tylko takie duże. Jak się okazuje super, że się właśnie tak stało. Mały bardzo ją lubi.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Znęca się nad nią ile wlezie.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Małe, plastikowe świetnie nadają się do rzucania, chwytania, walenia we wszystko, co się da, najlepiej schody. Walenia nie pukania, bo zazwyczaj towarzyszy tej czynności mina jak powyżej. Są najbardziej upierdliwe, je najchętniej chowają krasnoludki. A to pod schodami, tapczanem, za telewizorem.  

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

Nie mielibyśmy ich gdyby nie chodzik, żyrafa i pudełko z wyciętymi kształtami, ale o nich kiedy indziej.

Pamiętnik Matki Wariatki; Piłka jako najlepsza zabawka dla dziecka

I na koniec kulka styropianowa. Wyobraźnia dziecka nie zna granic.