Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wycieczka do Aeroklubu Dolnośląskiego w Mirosławicach i na Dworzec Główny we Wrocławiu

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty
Franciszek staje się coraz większym bajkomaniakiem. Uznaliśmy więc, że czas odwiedzić Aeroklub Dolnośląski w Mirosławicach i Dworzec Główny we Wrocławiu.

Co bajki mają do tych miejsc?  Bardzo dużo. A znacie takie bajki jak Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo, czy Samoloty? No właśnie. Chyba nie muszę już więcej tłumaczyć.

Franek był zachwycony. Trochę przestraszył się lądującego samolotu, ale dał radę.

Co ciekawe w Aeroklubie Dolnośląskim złożono nam ofertę handlową, o której będziemy pamiętać na przyszłość. Mianowicie za 150 PLN mogliśmy odbyć lot widokowy nad Masywem Ślęży lub Zalewem Mietkowskim. Jeśli ktoś byłby zainteresowany to lot odbyłby się tym maleństwem na zdjęciu poniżej.
.
Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty
Matka nie zasłaniaj
Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty

Monika i spółka; Bajka Tomek i Przyjaciele, Stacyjkowo i Samoloty





niedziela, 10 sierpnia 2014

Pizzeria Pizza Nel Parco we Wrocławiu - kolejne podejście

Monika i spółka; Pizzeria Pizza Nel Parco - rozkręcili się, idzie im dobrze i już zaczynają olewać klientów.  Pizzeria Pizza Nel Parco we Wrocławiu - kolejne podejście. Moja negatywna opinia na temat obsługi w Pizza Nel Parco przy Parku Szczytnickim we Wrocławiu.
Dzisiaj po raz kolejny nawiedziliśmy Pizzerię Pizza Nel Parco we Wrocławiu. Krótko i na temat: obsługa to dno.

Zamówiliśmy pizzę o godz. 19.01. W pewnym momencie zauważyłam, że osoby, które przyszły po nas dostają swoje zamówienie, a my wciąż czekamy. Mąż poszedł się dowiedzieć, o co chodzi. Okazało się, że zgubili nasze zamówienie.

Może się zdarzyć. Ok. Jest tylko małe, ale. Do obsługi mieli raptem 5 stolików. Wszyscy już jedli tylko my nie. Nikt się nami nie zainteresował. Najlepsze w tym jest to, że obok naszego stolika siedzieli znajomi obsługi pizzerii. Dziewczyna, która roznosiła pizzę, sprzątała nie wiem jaka była jej rola, bo przysiadła w pewnym momencie do znajomych i narzekała jaka jest zmęczona. Widocznie bardzo, bo siedząc prawie na nas nie zainteresowała się, czy na coś czekamy. Nie dało się nas nie zauważyć, a już na pewno Franciszka. Co ciekawe, przed nami stały puste talerze i w dodatku czyste. Miała nas po prostu głęboko. Żadnych standardów. Wystarczyłoby raz obejść tych całe mnóstwo stolików, żeby wiedzieć, co się dzieje i jaka jest sytuacja. Po dziewczynie do stolika przysiadł się kolejny znajomy, chyba też z obsługi i zaczął palić papierosa. Żenada.

Nasze zamówienie dostaliśmy o 19.50. Żeby zrekompensować nam czekanie dostaliśmy ekstra sosy i picie. Byliśmy ostatnimi klientami. Czekałam na nasze zamówienie, jak na zbawienie, chcąc zjechać pizzę od góry do dołu. Niestety szału nie było, ale nie była zła. Przynajmniej ciasto nie było przesolone, jak ostatnio. Co ciekawe, nastawiłam się negatywnie nie tylko dlatego, że czekaliśmy, ale że znajomi obsługi skrytykowali swoje zamówienie. Normalne jaja.

Dodam, że w środku nie dało się wysiedzieć było tak gorąco, dlatego zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie wystawili stolików na zewnątrz. Co się okazało na końcu? Że obsługa nie pomyślała o wystawieniu stolików, ale klienci tak. Po skończonym posiłku grzecznie wnieśli wszystko z powrotem do środka, krzesła i stół. Szaleni.





sobota, 9 sierpnia 2014

Turcja - spływ pontonem 2011 rok

Monika i spółka; Rafting w Turcji
Jechaliśmy do Turcji odpocząć. W zamyśle mieliśmy dwa tygodnie laby przetykane wykupionymi na miejscu wycieczkami. Jakimi? Dokąd? To się miało dopiero okazać.

Tuż przed spotkaniem z rezydentem wszystko zostało ustalone. Mieliśmy pojechać do Pemukkale i do dwóch bliżej niezidentyfikowanych miejsc. Niestety nie pamiętam, co to mogły być za miejsca;)

Już na samym spotkaniu, zaczęłam powątpiewać w nasz wybór. Było tak gorąco, że nie miałam ochoty na zwiedzanie. Z naszych pierwotnych ustaleń pozostało tylko Pemukkale. Jako drugą atrakcję wybrałam hammam spa. Super sprawa, dla kogoś kto chce podłapać jakieś choróbsko. Jako trzecie wymyśliłam i zaproponowałam z pewną taką nieśmiałością spływ pontonem. Mój mąż się lekko zdziwił, ale od razu podłapał ten pomysł. 


No i pojechaliśmy. Wrażenia? Super zabawa, niezapomniana, wspaniała. Ja chcę więcej. Spływ pontonem? Kiedy? Jedziemy choćby jutro.


Na samym początku pomimo wspaniałej zabawy, myślałam, że chyba mi odbiło. Każdy wstrząs odbierałam jakbym zaraz miała wylądować w wodzie, chociaż tyle dobrego, że nie ja jedna;) Jednak w miarę upływu czasu wzrastała we mnie koordynacja ruchów i pod koniec spływu czułam jedność z pontonem i rwącą rzeką.


Ale co ja się tu będę produkować. Zobaczcie sami: Turcja - spływ pontonem.







piątek, 8 sierpnia 2014

Zatrzymanie wody w organizmie - jak usunąć nadmiar wody z organizmu?

Nadmiar wody w organizmie może powodować wrażenie ciężkości, opuchnięcia i zmęczenia. 

Często dochodzi do tego:

- obrzęk kostek i bolesność nóg, 
- uczucie pełności i rozpierania brzucha, 
- brzmienie rąk i twarzy, 
- napięcie i bolesność piersi 
- oraz przyrost masy ciała o 2-3 kg.

Dolegliwościom tym może towarzyszyć rozdrażnienie, obniżenie koncentracji i zmienność nastrojów.

Choć powyższe objawy mogą przytrafić się każdemu, najczęściej dotykają kobiety w okresie przed miesiączką oraz kobiety ciężarne, a także tych, którzy nie dostarczają do swojego organizmu odpowiedniej ilości płynów. Zaskakujące? Niestety tak jest. Paradoksalnie, za mała ilość dostarczanych płynów uruchamia w organizmie odruch obronny. Obawiając się odwodnienia zaczyna magazynować w tkance podskórnej wodę na tzw. "czarną godzinę”. Problem ten częściej dotyczy kobiet niż mężczyzn, jednak i oni nierzadko muszą się z nim zmagać. 

Niestety coś o tym wiem. W moim przypadku nie obyło się bez leków na odwodnienie. Musiałam je brać praktycznie do końca ciąży. Każda próba ich odstawienia kończyła się natychmiastowym zatrzymaniem wody w organizmie. Wiem, jakie są początkowe objawy, kiedy zbliża się TEN moment. W drastycznym przypadku, jak mój, uwierzcie nie jest to przyjemne, dlatego jeśli jesteście podatni na zatrzymywanie wody w organizmie, warto zacząć stosować się do kilku zasad.

Zatrzymanie wody w organizmie - jak sobie z nim poradzić?


Sięgnijcie po wodę

Jeśli Wasz organizm magazynuje wodę, oznacza to, że obawia się odwodnienia. Dzieje się tak zazwyczaj, kiedy pijemy mniej niż litr wody dziennie. Najlepszym sposobem, aby temu zaradzić, będzie wypijanie każdego dnia, co najmniej 2 litrówniegazowanej wody mineralnej. Ważna jest też technika picia. Warto pamiętać, aby wody nie pić duszkiem, tylko stopniowo, małymi łyczkami. Najlepiej, jeśli pamiętamy o piciu wody przez cały dzień, nie czekając aż pojawi się uczucie pragnienia. Rano na czczo sięgnijcie po przegotowaną, ciepłą wodę z sokiem z cytryny i odrobiną miodu. 

Ograniczcie spożywanie soli

To właśnie sól jest często odpowiedzialna za nadmiar wody w organizmie. Sprzyja wiązaniu wody w tkankach, przez co zwiększa naszą wagę. Sól wpływa też niekorzystnie na ciśnienie krwi – podwyższając je. Dlatego ograniczcie spożywanie soli. Pamiętajcie, przy tym, że sól jest wszędzie. W słonych przekąskach, w wędlinach, kostkach rosołowych, fast-foodach, serach czy gotowych zupkach z proszku. Nie wystarczy ograniczyć solenie przygotowywanych posiłków. Warto pomyśleć o całkowitym wyeliminowaniu soli z jadłospisu i zastąpienie jej zdrowymi przyprawami ziołowymi. Natka pietruszki, koperek, bazylia, czy tymianek mają lekko słony smak i działają moczopędnie, co pomaga pozbyć się nadmiaru płynów z organizmu.

Zjadajcie owoce i warzywa działające moczopędnie

Dobrym sposobem na pozbycie się nadmiaru wody z organizmu jest spożywanie owoców i warzyw działających moczopędnie i oczyszczających organizm z toksyn. Mogą to być arbuzy, kapusta, świeża żurawina, seler, truskawki, melony, czy czereśnie, które dzięki dużej zawartości wody pobudzają do pracy nerki i pęcherz moczowy.

Pijcie napary z ziół

Podobnie, jak niektóre owoce i warzywa mają właściwości moczopędne. Najlepiej wykonać napar z korzenia pietruszki, pokrzywy, skrzypu, liści brzozy czy mniszka.

Zjadajcie produkty bogate w potas 

Potas reguluje gospodarkę wodną organizmu. Działa antagonistycznie do sodu i zmniejsza objętość płynów zewnątrzkomórkowych. Przez to także kontroluje ciśnienie krwi i pracę nerek. Choć potas znajdziecie w większości produktów, czasem go brakuje. Zwłaszcza w upały, kiedy sporo go ucieka z potem. 

Do produktów bogatych w potas  należą:

  1. Warzywa takie jak: ziemniaki, surowe buraki, brukiew, bakłażany, cukinie, czosnek, koperek zielony, pomidory, szpinak, bób, botwinka, chrzan, groszek zielony, kalarepa, pietruszka, grzyby, koncentrat pomidorowy.
  2. Owoce: agrest, banany, brzoskwinie, morele, porzeczka czerwona, porzeczka czarna, winogrona, ananasy, suszone owoce, soki i koncentraty owocowe.
  3. Produkty zbożowe: kasza gryczana, jęczmienna, otręby pszenne, płatki kukurydziane, płatki owsiane, pszenne, pieczywo żytnie, pieczywo chrupkie, chleb pumpernikiel.
  4. Wyroby cukiernicze: kakao, czekolada, chałwa, orzechy, rodzynki, makowiec.
  5. Suche nasiona strączkowe.
  6. Ryby.
Postawcie na sport

Obrzęki i bóle nóg to często wina siedzącego trybu życia. Dlatego starajcie się często robić przerwy w pracy, spacerujcie rozmawiając przez telefon, korzystajcie ze schodów, a nie z windy. Warto także zadbać o aktywny wypoczynek (np. pływanie to bardzo bezpieczna droga do poprawy krążenia). Zacznijcie ćwiczyć. Jeśli nie lubicie ćwiczyć zarezerwujcie czas na codzienny spacer. Dzięki temu usprawnicie krążenie krwi w całym organizmie, a tym samym zapobiegniecie obrzękom. 





środa, 6 sierpnia 2014

Przespana noc? Nie, to nie nasze dziecko.

Nie mam gotowej recepty na spokojny sen dziecka, ale myślę, że powoli zbliżamy się do chwili, kiedy Franek prześpi całą noc. Jest to chyba marzenie każdego rodzica. Chociaż jedna noc bez pobudki na małe, co nieco, na kontrolę, czy rodzice są w pobliżu, czy na misję poszukiwawczą zaginionego smoka wawelskiego.

Dotychczas myślałam, że nie może być gorzej, ale okazuje się, że niedogodności, jakie mamy z Frankiem to jest pikuś. Inni mają gorzej.

My przynajmniej nie mamy problemu z popołudniową drzemką, która zajmuje Franiowi średnio 3 godziny. Co najlepsze nie mamy też problemu z zasypianiem. Stworzyliśmy pewien rytuał. O określonej godzinie, zazwyczaj o 12.00 robię kaszunię, mały już się wtedy koło mnie kręci, biorę go na rączki, on robi pa pa, czasami zastanawiam się, komu i idziemy do jego pokoju. Tam kładę go w łóżeczku, daję mu flachę i zmieniam pieluszkę. Gdy skończy jeść robimy wymianę. Franek oddaje mi flaszkę, ja mu smoczek, robimy pa pa i wychodzę z pokoju. I od tego momentu mama ma, co najmniej 3 godzinną labę.

Z popołudniową drzemką, jak sobie przypominam nigdy nie mieliśmy większych problemów. Jedyne, co, to w pewnym momencie stwierdziłam, że zrobiłam błąd całkowicie zaciemniając pokój podczas jego popołudniowej drzemki. Z tego powodu każdorazowy wyjazd nastręczał problemów. Mały nie chciał spać, bez całkowitego zaciemnienia, a niestety nie wszędzie i nie wszyscy mają rolety zewnętrzne;) Jak tylko stwierdziłam mój błąd starałam mu się zaradzić i ostatecznie udało się.

Co do nocnego spania to już prawie od samego początku byłam za tym, żeby Franciszek spał we własnym pokoju. Niestety nie mam tak mocnego snu, jak mój mąż i każde stęknięcie małego stawiało mnie na baczność. Nie mogłam spać. Czułam też, że Franek byłby spokojniejszy gdyby spał we własnym pokoiku i co najważniejsze sam. Niestety musiałam przezwyciężyć opór ze strony męża. Udało mi się to dopiero niecałe trzy miesiące temu. Tak naprawdę pod jego nieobecność przeniosłam łóżeczko do innego pokoju. Pisałam o tym tutaj. Od tego momentu mogę powiedzieć, że zauważyliśmy dużą poprawę. Co prawda, raz jest lepiej, a raz gorzej, (dlaczego tak jest możecie z kolei poczytać tutaj), ale nigdy nie doszliśmy do sytuacji sprzed przenosin, kiedy Franek z półtoragodzinną regularnością zrywał się na równe nogi z przyśpiewką na ustach.

A jak jest teraz? Biorąc pod lupę wczorajszą noc, nie przedstawiłabym prawdziwego obrazu nocnego spania. Z dwóch powodów. Franio zasnął po pa pa, bez rączek i odśpiewania Piesków małych dwóch i bisu. Ponadto, co dawno już mu się nie zdarzało w okolicy godziny 03.00 zagubił mu się smok wawelski i marudzeniem wzywał pomocy. Od kilku miesięcy daje sobie sam radę z misją poszukiwawczą.

Ostatnio zmodyfikowałam trochę nocne zasypianie i znowu widzę poprawę. Po spacerze lub przejażdżce rowerowej jest flaszunia i kąpiel. Po kąpieli nie kładę go od razu do łóżeczka, ale biorę do nas żeby jeszcze chwilę z nami posiedział. Po dłuższej chwili biorę go na rączki, on robi tacie pa pa i idziemy do jego pokoiku. Tam kładę go do łóżeczka, mały kończy kaszkę, robimy pa pa i wychodzę. Za każdym razem mam nadzieję, że sam zaśnie. Niestety zazwyczaj tak nie jest. Po około 10 minutach słyszę syrenę radarową, wtedy wracam, biorę Frania na rączki i odśpiewuję hit roku, czyli Pieski małe dwa. Próbuję wyczuć, ile razy muszę zabisować, żeby mieć pewność, że po odłożeniu go do łóżeczka nie będę musiała rozpoczynać od nowa. Zazwyczaj kończę na jednym bisie. Jeśli po odłożeniu mały od razu się zrywa, proszę pomocnika o przygotowanie jeszcze malej dawki kaszki. W okolicy godziny 24.00, chociaż z tym jest różnie, może to być i 2.00 mały się budzi na zmianę pieluszki i małe, co nieco. Później pobudka w okolicy 05.00 na małe, co nieco i spanie do około 7, 8 różnie. Dzisiaj np. przespał u siebie całą noc, a obudził się o 8.30. Byłoby super, gdyby nie pobudka na poszukiwanie smoka.

Aktualnie próbujemy wyeliminować pobudkę na małe, co nieco o godz. 5.00. Czasami udaje nam się zignorować jego marudzenie o tej porze i przesypia całą noc. Niestety dzieje się to tylko wtedy, gdy bierzemy go do siebie do łóżka, co robimy coraz mniej chętnie. Ja osobiście w ogóle nie mam takich ciągotek. Zobaczymy, czy nam się uda. Kiedyś na pewno. Pytanie, kiedy?

Z tego, co czytałam nasze perypetie ze snem Franka plasują nas gdzieś po środku peletonu. Nie mamy tak źle, jak rodzice, których dzieci budzą się od każdego szmeru i nie są w stanie przespać ciurkiem więcej niż jedną godzina, ale nie mamy też tak dobrze, jak rodzice dzieci przesypiających całą noc.

W przeszłości próbowałam różnych drastycznych metod, żeby tylko Franek przespał całą noc. Korzystałam z rad zawartych w poradnikach. Niestety nie pomogły, a postępowanie zgodnie z nimi jeszcze zaogniło sytuację. Nie pozostało nam nic innego tylko czekać. I tak czekamy już siedemnaście miesięcy na jedną przespaną noc. O przepraszam, po drodze było kilka takich nocy. Na szczęście, coś czuję, że zbliża się dzień, w którym będziemy mogli powiedzieć, że nasz syn przesypia całą noc.





niedziela, 3 sierpnia 2014

Trasa rowerowa nr 1 - Wrocław: Wojnów - Wyspa Opatowicka - ZOO - Hala Stulecia - Sępolno - Wojnów

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.Nie wiem, czy to chwilowy kaprys, czy może nasz sposób na aktywne spędzanie wolnego czasu, ale jak na razie jest świetnie.

Wycieczki rowerowe to jednak jest to. Same plusy. Razem spędzamy wolny czas, w dodatku na świeżym powietrzu. Moje kolano się wzmacnia, stabilizuję je otoczką z mięśni. No, z tymi mięśniami na tym etapie bym nie przesadzała, ale co mi tam;) Dzięki jeździe na rowerze za kilka lat będę mogła z chłopakami pojechać na narty. Już się cieszą;) Ponadto jazda na rowerze zbliża mnie do figury boskiej Wenus, dzięki czemu będę mogła pokazać się na plaży w mini - bikini. Po prostu żyć nie umierać. Ale, co najważniejsze zwlekliśmy się z kanapy i zaczęliśmy w małym utrwalać obraz rodziców aktywnie spędzających wolny czas. Co nie do końca jest prawdą, ale miejmy nadzieję, że mały nie będzie pamiętał zbyt dokładnie wydarzeń z swojego dotychczasowego, siedemnasto-miesięcznego życia.

Jak już pisałam kondycję planuję zdobyć jeżdżąc Wschodnią Obwodnicą Wrocławia, o czym pisałam tutaj.
Jednak nie o samą kondycję chodzi, ale o przyjemne spędzanie czasu. Dlatego wczoraj wyruszyliśmy na pierwszą wycieczkę rowerową Trasą nr 1. Dodałam ją do tras na stronie http://mojrower.pl/, gdzie dokładnie możecie zobaczyć jej przebieg.

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.

Trasa łatwa i przyjemna, nawet dla mnie;) Chociaż raz z małym na zawietrznej miałam niejakie problemy.
Po drodze mijaliśmy wyspę Opatowicką z Parkiem Linowym, 3 place zabaw, Przystań Zwierzyniecką, ZOO we Wrocławiu, Halę Stulecia oraz Wrocławską Fontannę na Pergoli. I oczywiście nie mogłabym zapomnieć o małej rundce po kochanym Parku Szczytnickim. Łącznie trasa, zgodnie z www.mojrower.pl to 16,4 km. Nieźle, jak na pierwszą wycieczkę rowerową.

Na trasie zrobiłam tylko kilka zdjęć. Jednak koordynacja rower, dziecko, trasa, aparat to, jak dla mnie na razie za dużo. Ale, co zrobiłam, to pokażę.

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.
A to betonowe, to co?

Monika i spółka: Trasa rowerowa nr 1. Wycieczka rowerowa z dzieckiem po Wrocławiu. Trasa: Wojnów - Wyspa Opatowicka -Przystań Zwierzyniecka - ZOO we Wrocławiu - Hala Stulecia - Fontanna Wrocławska na Pergoli-Park Szczytnicki - Most Bartoszowicki - Wojnów.
Franek pije, tata pomaga.
Badania naukowe wykazują, że dzióbek pomaga dziecku w opanowaniu umiejętności picia.





piątek, 1 sierpnia 2014

10 miejsc, które chcę zobaczyć zanim umrę

Podróże to jedno z tych marzeń, o którym dawno zapomniałam. Niestety codzienność zabija marzenia.

Dawno temu, w zamierzchłych czasach na zawołanie mogłam wymienić, co najmniej 10 miejsc, które chciałam zobaczyć zanim umrę. Nie pamiętam, ani jednej pozycji z tej listy. O przepraszam. Australia pozostała niezmienna. 

Nie mogę narzekać trochę udało mi się już zobaczyć. Jak dotychczas byłam w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji, Bułgarii, Czechach, Słowacji, Turcji, Belgi, Danii, Holandii, Luksemburgu, Niemczech, Andorze, Szwajcarii, Rumunii, Mołdawii, Ukrainie, we Włoszech, Francji, na Łotwie i Węgrzech. Sama nie wiedziałam, że byłam w tylu miejscach. W niektórych krajach zobaczyłam więcej, w niektórych mniej. W niektórych byłam kilkakrotnie, w niektórych jeden jedyny raz. Są takie, które chciałabym zobaczyć powtórnie i takie, które niekoniecznie. Generalnie, jak się teraz zastanawiam to chciałabym pojechać w miejsca, w których czułabym się swobodnie, w których nie czułabym się skrępowana obyczajami, religią, czy zniewolona strachem o własne bezpieczeństwo. 

Pozostaje tylko stworzyć od nowa listę 10 miejsc, które chciałabym zobaczyć zanim umrę i zacząć marzyć. No to popatrzmy.

10 miejsc, które chcę zobaczyć zanim umrę

     1. Australia 

Wiele lat temu moją wyobraźnią zawładnęła książka i film pod tym samym tytułem  Miasteczko jak Alice Springs. To dzięki nim, a właściwie przez nie myślałam nawet o emigracji do Australii. Moim marzeniem jest nie tyle odwiedzić Australię, ale trochę w niej pomieszkać. Przemierzyć kontynent w szerz i wzdłuż, nie bacząc na upływ czasu. Zobaczymy. Może kiedyś. Marzenia przecież się spełniają.
    
     2. Włochy

Byłam, ale widziałam zaledwie Mediolan, a to stanowczo za mało.

     3. Francja

Zobaczyć bajeczne zamki nad Loarą. Czyż można chcieć więcej.

     4. Portugalia

Nigdy nie byłam, a myślę, że warto sprawdzić, czy jest to miejsce, o którym można śnić.

     5. Wielka Brytania

Tu chciałabym pomieszkać. Na małej angielskiej wsi. Takiej z powieści Agathy Christi, w których główną bohaterką była Miss Marple. Ponadto chciałabym zrobić objazd po zamkach i starych posiadłościach. Bynajmniej nie dla nich samych, ale dla ich przepięknych ogrodów, tak przeze mnie uwielbianych. 

     6. Irlandia

Z pobudek, jak powyżej.

     7. Skandynawia

Bez rozróżnienia na kraje. Nie znam, nie widziałam, a słyszałam, że można się zakochać. Dobra na wycieczki rowerowe.
Dzisiaj po raz pierwszy sama z Franiem pojechałam na wycieczkę rowerową i już mi się wydaje, że mogę zawojować cały świat. No cóż, trening czyni mistrza. Ale coś czuję, że taka objazdowa wycieczka rowerowa mogłaby mi się spodobać.

     8. Chorwacja

Jedno z tych marzeń, które najłatwiej będzie spełnić. Chciałabym zobaczyć więcej, niż tylko plaże. Może częściowo na rowerach;)

     9. Japonia

Odmienna kultura, odmienna mentalność, dyscyplina, bogata historia. Wystarczająca lista powodów? Dużo, czy mało? No i oczywiście kuchnia, której nigdy jeszcze nie próbowałam. 

     10. Kazachstan

Lista bazowa stworzona. Najprawdopodobniej będzie ewoluować. Ciekawe, które miejsce uda mi się odhaczyć jako pierwsze. Teraz wiem do czego dążę, a to już bardzo dużo.