Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Nowa praca, nowe wyzwania, nowe możliwości

i spółka; Nowa praca, nowe wyzwania, nowe możliwości
Ostatnie tygodnie były dla nas stresujące. Nowa praca to zawsze wielka niewiadoma. O tyle dobrze, że na tym etapie zmianie pracy nie towarzyszy strach przed nieznanym. Jest za to szansa, że w nowej pracy czekają na nas nowe wyzwania, nowe możliwości, które dadzą nam szansę na zdobycie nowych kompetencji i umiejętności.

Dla wyjaśnienia nie chodzi o mnie, ale o mojego męża. Dzięki zmianie przez niego pracy coś zyskamy, coś stracimy. Jak to zwykle bywa.

Trzymam kciuki. Dzisiaj jest jego pierwszy dzień.





niedziela, 6 kwietnia 2014

Paella z kurczakiem i dorszem

i spółka; Przepis na paellę z podudziami z kurczaka i płatami dorsza
Było świątecznie i po włosku, teraz proponuję akcent hiszpański, czyli paellę z kurczakiem i dorszem.

Na wyjazd do Hiszpanii chwilowo nie mamy szans. Możemy sobie tylko pomarzyć. Pozostaje nam hiszpańska kuchnia i wino.







Składniki na 4 porcje:

  • 4 udka z kurczaka,
  • 2 płaty dorsza,
  • 1 czerwona papryka,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 3 średnie marchewki,
  • 150 g mrożonego groszku,
  • 170 - 200 g ryżu arbrio,
  • 1 litr bulionu drobiowego,
  • 3 łyżki oliwy,
  • 50 g masła,
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki,
  • 1/3 łyżeczki ostrej papryki,
  • por według uznania,
  • sól i pieprz.

i spółka; Przepis na paellę z podudziami z kurczaka i płatami dorsza


Przygotowanie

  • Podsmaż podudzia z kurczaka na oliwie z dodatkiem masła.
  • Wyjmij kurczaka. 
  • Na oliwie po kurczaku podsmaż pokrojony czosnek, paprykę i marchewkę. Czas smażenia około 2-3 min.
  • Dodaj ryż. Smaż ryż, aż stanie się przezroczysty. Dodaj słodką i ostrą paprykę w proszku. Wymieszaj. Dodaj odłożone podudzia z kurczaka i zalej gorącym bulionem. Gotuj 15 min pod przykryciem, na małym ogniu. 
  • Dodaj groszek i rybę oraz por według uznania. Nie mieszaj. Gotuj kolejne 5 min. 

i spółka; Przepis na paellę z podudziami z kurczaka i płatami dorsza

I gotowe według RB.

Smacznego





sobota, 5 kwietnia 2014

Skąd u dzieci to się bierze?

To jest niepojęte, skąd u dzieci to się bierze? Czasami patrzę na małego jak na kosmitę. Na to, co on wyprawia. Słyszałam o takim zachowaniu jak jego, ale u starszych dzieci, sądziłam, więc, że jest ono konsekwencją przebywania w towarzystwie innych dzieci. A guzik prawda. Nie wiem jak inne dzieci, ale mój potrafi się położyć na podłodze, ryczeć i pukać rączkami w podłogę. Normalny spektakl. Można usiąść wygodnie z kawką w ręce i obserwować. Tak długo oczywiście aż ci nerwy nie puszczą;) Istny Holoubek. Nie byłoby to takie fascynujące gdyby nie jego wiek - 13 miesięcy, a przecież te popisy aktorskie prezentuje już od ładnych kilku miesięcy. Jak się do niego nie podchodzi to popis zamienia się w tragedię w trzech aktach. Aktualnie jak wiem, że się nie uderzył i jest to tylko wymuszenie przywołuję go do siebie. W takim przypadku przesuwa się pomału w moja stronę, co jakiś czas robiąc kolejną próbę generalną. Aż do szczęśliwego lądowania w moich ramionach. Widzieliśmy z mężem już różne cuda. 

i spółka; Skąd u dzieci to się bierze?
Fajnie jest

Nieustannie zadaję sobie pytanie skąd mu się to wzięło. Przecież z mężem nie kładziemy się na podłodze i nie pukamy rękami próbując coś wymusić. Nie widział też tego u innych dzieci. Prawdziwe uzdolnienia aktorskie.
 
i spółka; Skąd u dzieci to się bierze?
Gorzej
Wcześniej jego uzdolnienia aktorskie objawiały się w kaszlu. W pewnym momencie skołowaciałam. To jest chory czy nie jest? Aktualnie jak chce zwrócić naszą uwagę to udaje, że się zachłysnął. To byłoby śmieszne, gdyby nie historie, których się nasłuchałam. Jak to rodzice nie reagowali na zachowanie dzieci uważając, że są to dalej ich wygłupy, a to był już początek tragedii.
 
i spółka; Skąd u dzieci to się bierze?
Ile będę czekał?


Szaleństwo.





piątek, 4 kwietnia 2014

Zespoły rozproszone - czynniki wpływające na sukces projektu

i spółka; Zespoły rozproszone - czynniki wpływające na sukces projektu

Wczoraj byłam na spotkaniu pod szumnym tytułem Zespoły rozproszone - czynniki wpływające na sukces projektu. Spotkanie zostało zorganizowane przez Dolnośląską Grupę Regionalną International Project Management Association Polska. Pierwsze spostrzeżenia? Dlaczego ja wcześniej nie chodziłam na ich spotkania? Tak to już jest. Teraz mam szczerą nadzieję, że nie opuszczę kolejnych. Jak to mówią pożyjemy, zobaczymy.

Skąd moja obecność na spotkaniu? Jakieś 2 lata temu ukończyłam studia podyplomowe pt. Zarządzanie projektem badawczym i komercjalizacja wyników badań na Politechnice Wrocławskiej. W ramach projektu mieliśmy możliwość podejść do egzaminu IPMA na poziomie D. Oczywiście skorzystałam z tej okazji. Jak by inaczej? Piszę o tym tylko, dlatego, że uzyskałam certyfikat. Gdybym oblała, nie byłabym taka chętna, żeby o tym wspominać. Zdany egzamin spowodował, że stałam się członkiem IPMA Polska i jestem cyklicznie zapraszana na spotkania Dolnośląskiej Grupy Regionalnej,  której przewodzi Bogumił Dałkowski Przewodniczący Dolnośląskiej Grupy Regionalnej IPMA Polska. Pana Bogumiła miałam okazję poznać na zajęciach w ramach studiów podyplomowych. Co mogę o nim powiedzieć? Złoty człowiek o obszernej wiedzy z zakresu zarządzania projektami. 

Tematem pierwszej części spotkania była analiza kluczowych elementów odpowiedzialnych za sukces projektów realizowanych przez zespoły rozproszone. Swoimi doświadczeniami z pracy w zespołach rozproszonych w dużej organizacji podzielił się Paweł Skubiszewski. 

Podobało mi się, że na bieżąco można było zadawać pytania oraz opowiadać o swoich doświadczeniach z pracy w zespołach rozproszonych. Niektórzy uczestnicy prosili o radę jak postąpić w konkretnych sytuacjach, pytali, czy metodyka określa sposób postępowania.

Część czasu poświęcone było ćwiczeniom praktycznym w jednym z nich brałam udział. Prawdą jest, że najwięcej korzysta się biorąc udział w ćwiczeniach, ale po roku spędzonym w domu z dzieckiem myślałam, że umrę;)

Wartością dodaną spotkania było poznanie nowych ludzi to raz, spotkanie ze znajomymi to dwa, wyjście z domu to trzy, zdobycie nowej wiedzy to cztery. Ponadto zaimponował mi sposób wypowiedzi niektórych uczestników spotkania. Spokojny ton, jasność wypowiedzi, argumentacja, umiejętność wyciągania wniosków. Naprawdę, aż miło było słuchać.


Następne spotkanie za około 2 miesiące.





In vitro - dobre wibracje to połowa sukcesu

- Nauczyłem się czegoś ostatnio: prawdziwi przyjaciele to ci, którzy są przy tobie, gdy dobrze ci się wiedzie. Dopingują cię, cieszą się z twoich zwycięstw. Fałszywi przyjaciele to ci, którzy pojawiają się tylko w trudnych chwilach, ze smutną miną, niby solidarni, podczas gdy tak naprawdę twoje cierpienie jest pociechą w ich nędznym życiu. Kiedy opuściła mnie Ester, natychmiast osaczyło mnie mnóstwo takich "pocieszycieli". Nienawidzę tego. 
                                                                                 "Zahir" Paulo Coelho


Gdy szykujecie się do zabiegu in vitro i jest to tajemnicą poliszynela tak jak w moim przypadku natychmiast znajdą się w Waszym otoczeniu fałszywi pocieszyciele. Na szczęście wokół mnie jakimś dziwnym trafem było ich stosunkowo mało. Co ja zrobiłam i radzę zrobić to każdej parze będącej w mojej sytuacji? Unikać spotkań. Kontakty ograniczyć do zera. Chyba, że lubicie się nad sobą użalać. Ja nie. 

i spółka; In vitro - dobre wibracje to połowa sukcesu

Muszę przyznać, że znalazłam się w dość dziwnej, żeby nie powiedzieć komicznej sytuacji. Tam gdzie potrzebowałam wsparcia musiałam przejść do obrony. Ja nie uważałam i nadal nie uważam, że konieczność poddania się zabiegowi in vitro oznacza, że zostałam w jakiś perfidny sposób ukarana przez los. Po prostu trafiło na nas. I to my musieliśmy dołożyć większych starań, żeby nasza rodzina się powiększyła. Ja powiem więcej przy całym tym stresie, niepewności, obawom i nadziei, my okazaliśmy się niebywałymi szczęściarzami. Nie byliśmy chorzy, mieliśmy odłożone fundusze na zabieg, nasze rodziny należą do tych normalnych, nie robiły sensacji gdzie jej nie było. Nie do końca było tak pięknie skoro piszę ten post. Znalazł się jeden wyjątek, kilku fałszywych pocieszycieli i teksty typu, jaka ty biedna jesteś. Biedna nie byłam nigdy i to nie chodzi o wymiar finansowy. W trakcie całego procesu nasłuchałam się tylu opowieści, że naprawdę uważam, że jestem w czepku urodzona. Podchodziłam do jednej, jedynej stymulacji, do trzech transferów. Zamiast Franka marcowego, byłby Franek wrześniowy niestety nie wyszło, ale mojego Puciunka nie zamieniłabym na żadnego innego. Udało się koniec i kropka. 

Nie na tym nie koniec. Mówiono mi, a bo ty tylko tak mówisz, a tak naprawdę... Tłumaczyłam, że nie, że nic naprawdę. Że nie jestem biedna, nie cierpię, mam duże wsparcie w lekarzu, z którym rozumiemy się jak łyse konie. Przy którym mogę się wypłakać, pośmiać, pomartwić, pozastanawiać i nie potrzebuję w tak dla mnie ważnym momencie użalania się nade mną. Tego ostatniego nie mówiłam. Nie ich sprawa. Zaczęłam się zastanawiać, co tymi osobami kieruje. Chciały wyciągnąć ze mnie jakieś mrożące krew w żyłach opowieści? Stwierdziłam, że jedynym sposobem na te osoby jest odseparowanie się od nich. Bo jeszcze mogłoby się okazać, że poddałabym się ich sugestii. Ja nie miałam ani ochoty ani czasu na udowadnianie, że nie jestem garbata. Eliminowałam wszystko i wszystkich, którzy chcieli mnie osłabić. Ja potrzebowałam siły, żeby przejść to wszystko, czego jeszcze nie byłam świadoma. Co dopiero miało nadejść. 

Odradzam również śledzenia wszelkich for internetowych w temacie in vitro. Po pierwszym transferze leżałam plackiem przez cały czas. Co było robić? Przeglądać internet. Trafiłam w ten sposób na forum gdzie dziewczyny dzieliły się swoimi przeżyciami, z założenia miały się wspierać. Czytałam, czytałam, szukałam wpisów z powodu, których na nie trafiłam. Aż w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, co ja tu robię. Przecież te dziewczyny ziały nienawiścią. Jak pojawiła się jakaś nowa dziewczyna z prośbą o wsparcie, o informację to warczały na nią, że przecież to było wcześniej niech sobie znajdzie, a tam z 1000 zakładek. Nie, to nie miejsce dla mnie. Takiego wsparcia to ja nie potrzebuję. Na pewno z założenia intencje były jak najbardziej słuszne.. Takie forum jest kolejnym miejscem gdzie można stwierdzić, że jest się szczęściarą. 

To, co napiszę teraz jest okrutne. Odradzam wchodzenia w dyskusje, rozmowy z dziewczynami, które są w tragicznej sytuacji. One szukają wsparcia gdzie są pewne, że znajdą zrozumienie. Bo gdzie jak nie wśród dziewczyn w takiej samej sytuacji jak ja go szukać. Tylko ja nie byłam na to gotowa. Tuż po wyjściu z sali zabiegowej zostałam zbombardowana strasznymi informacjami. W momencie, kiedy dopiero za kilkadziesiąt minut miało się okazać, czy moja sytuacja też nie jest tak dramatyczna. 





Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

Na przykładzie domeny i-spolka.com pokażę krok po kroku jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl.

1. Wchodzę w bloggerze w Ustawienia ® Podstawowe ® klikam Dodaj domenę niestandardową


i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

2. W Ustawieniach zaawansowanych wpisuję nazwę domeny niestandardowej i klikam Zapisz

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

3. Wyskakuje komunikat o błędzie oraz informacja o rekordach jakie należy wpisać w witrynie rejestratora domeny

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

4. Przechodzimy na witrynę az.pl, logujemy się i klikamy zakładkę Domeny. Wyskakuje nam lista naszych domen. Przy domenie którą chcemy dodać jako domenę niestandardową w Operacjach wybieramy Konfiguracja DNS i klikamy.


5. Dodajemy rekordy DNS z pkt. 3. W Typ rekordu wybieramy CNAME. W Host wpisujemy www. W Wskazanie wpisujemy ghs.google.com. Klikamy Dodaj. Tak samo wpisujemy drugi rekord z pkt 3.

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

6. Wpisujemy drugi rekord. Klikamy Dodaj.

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

7. Poprawnie dodane rekordy

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

8. Przechodzę do bloggera. Wykonuję czynności jak w pkt. 2. Tym razem jest wszystko OK. Domena niestandardowa jest już dodana.

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

9. Na koniec edytuję Adres bloga zaznaczam okienko Przekierowanie z domeny i-spolka.com do domeny www.i-spolka.com.

i spółka; Jak w bloggerze dodać domenę niestandardową wykupioną na az.pl

I gotowe.

Powodzenia





środa, 2 kwietnia 2014

Ocena rozwoju dziecka metodą MFDR

Franciszek w dniu wczorajszym, a właściwie jego rozwój psychoruchowy został poddany ocenie zgodnie z metodą MFDR - Monachijską Funkcjonalną Diagnozą Rozwojową. Zaproponowano nam wykonanie takiej oceny, a ponieważ MFDR nie jest metodą, która mogłaby u naszego synka wywołać jakikolwiek dyskomfort czy to psychiczny, czy to fizyczny skwapliwie sie na nią zgodziliśmy. Niestety ze względów logistycznych nie mogłam w niej uczestniczyć, tak, więc muszę polegać na informacjach przekazanych mi przez małżonka.

i spółka; Monachijska Funkcjonalna Diagnoza Rozwojowa

Tak naprawdę przed oceną wiedziałam, tylko tyle, że metoda nazywa się monachijska. Od wczoraj jestem mądrzejsza. Poczytałam trochę i już wiem, na czym polega Monachijska Funkcjonalna Diagnostyka Rozwojowa. Powiedzmy.

MFDR jest jedną z najlepszych metod diagnostycznych rozwoju psychoruchowego dzieci. Metoda została opracowana przez profesora Theodora Hellbrügge z Centrum Dziecięcego i Instytutu Pediatrii Społecznej i Medycyny Młodzieżowej Uniwersytetu w Monachium.
 
Celem metody jest ocena rozwoju dziecka od pierwszego miesiąca życia do trzeciego roku życia poprzez obserwację, analizę i interpretację jego zachowań. Zdobycie wiedzy umożliwiającej wykrywanie zaburzeń, opóźnień i deficytów zarówno w rozwoju ruchowym, jak i w zakresie percepcji, rozwoju mowy, funkcji manualnych i kontaktów społecznych.

Według Światowej Organizacji Zdrowia ta metoda jest modelowym systemem profilaktyki trzeciorzędowej, co oznacza, że wczesną diagnostykę zaburzeń rozwojowych powinno się traktować, jako równie istotną jak szczepienia ochronne. Profilaktyka powinna obejmować wszystkie niemowlęta, a przede wszystkim dzieci z grupy ryzyka.

Wczesne rozpoznanie nieprawidłowości w rozwoju psychoruchowym małego dziecka i wczesna interwencja terapeutyczna pozwala na wyrównanie deficytów rozwojowych u dziecka do 1 roku życia aż w 94% (wg badań niemieckich), w 92% (wg badań japońskich) i w 87% (wg badań polskich).

W pierwszym roku życia dziecka Monachijska Funkcjonalna Diagnoza Rozwojowa zakłada ocenę 8 najważniejszych funkcji psychomotorycznych:

·         raczkowanie, 
·         siadanie, 
·         chodzenie, 
·         chwytanie, 
·         percepcję,
·         mówienie,
·         rozumienie mowy (od 10 miesiąca życia),
·         umiejętności społeczne.

W drugim i trzecim roku życia dziecka MFDR ocenia 7 funkcji rozwoju:
·         motorykę dużą, 
·         motorykę małą, 
·         procesy poznawcze, 
·         mówienie, 
·         rozumienie mowy, 
·         umiejętności społeczne, 
·         samodzielność. 

Diagnoza dokonywana jest na podstawie kompleksu badań stosowanych dla oceny rozwoju określonych funkcji z wykorzystaniem specjalnego materiału testowego. W metodzie tej nie stosuje się stopniowania oceny wykonania danego zadania. Ocenia się czy zadanie zostało wykonane, czy też nie. 

Zalety badania MFDR:  
·         wykrywanie zagrożeń i nieprawidłowości rozwoju ruchowego już od pierwszego miesiąca życia,
·         określanie wieku rozwojowego w zakresie raczkowania, siadania, chwytu, percepcji, mowy czynnej i biernej, nawiązywania kontaktów społecznych,
·         wykrywanie nieprawidłowości rozwoju emocjonalno-społecznym,
·         prognozowanie powodzenia lub ewentualnych trudności w okresie przedszkolnym i szkolny,
·         badanie dojrzałości szkolnej ( dojrzałości grafomotorycznej, poziomu funkcjonowania zmysłów, lateralizacji),
·         każde zadanie jest precyzyjnie dobrane do danego miesiąca życia dziecka,
·         dzieciom urodzonym przedwcześnie (przed 40-tym tygodniem ciąży) odejmuje się okres brakujący do terminu porodu,
·         materiał testowy jest standaryzowany,
·         pozwala na diagnozowanie deficytów oraz rozpoznawanie "mocnych stron" u dzieci m.in. z porażeniem mózgowym, z przepukliną mózgowo-rdzeniową, z zespołami genetycznymi w tym z zespołem Downa, zespołami degeneracyjnymi OUN, epilepsją, autyzmem, trudnościami koncentracji uwagi.


Badanie trwało około godziny. Polegało na zabawie i obserwacji zachowań Franciszka. Sprawdzono jak się porusza, czy jest w tym samodzielny, czy wydaje dźwięki naśladujące np. samochód, zwierzęta, czy składa pierwsze słowa, czy wkłada przedmioty jeden w drugi, czy nie ma problemów z chwytaniem małych przedmiotów. Z tym akurat musimy uważać. Młody potrafi wypatrzeć najmniejszy paproszek i wtedy pojawia się pytanie włoży go do buzi, czy nie włoży? Czy reaguje na polecenia, swoje imię. Czy robi pa pa. 

Prowadząca ocenę stwierdziła, że Franek jest bardzo ostrożny, a to jest cecha, którą można zaobserwować u dzieci urodzonych przez cesarskie cięcie. Chodzą ostrożnie, badają ostrożnie przedmioty. Prawdą jest, że dajemy mu dużą swobodę, bo sami widzimy, że jest ostrożny. On się nie obija, nie spada, nie puka. Oczywiście poza momentami kiedy jest zmęczony. 

Pytała, czy on zawsze się tak zachowuje jak podczas badania. Chodziło jej o to, czy tak łatwo wchodzi w relacje z obcymi ludzi i czy się ich nie boi. Mały nie ma z tym problemu. Bałam się raczej, że Franek się nie rozrusza i nie pokaże całego spektrum swoich umiejętności i możliwości. 

Dała nam kilka rad. Jedną z nich jest zmiana kołdry na cięższą, co pozwoli mu lepiej spać. Też pozostałość po cesarskim cięciu. Uspokoiła nas, że to jego rzucanie przedmiotów, to na tym etapie rozwoju po prostu zabawa. Zaleciła ograniczyć ilość zabawek, co instynktownie zrobiłam już wcześniej. Niektórych rzeczy już nie rzuca np. pilotów, talerza z jedzeniem. Idzie ku lepszemu. Terapeutka stwierdziła jednak, że czasami jak mu zabraniamy rzucać, to robi to z premedytacją;) No cóż przez godzinę można dużo zobaczyć;) Zaproponowała, żeby trenować naśladowanie wyrazów, dźwięków przed lustrem. 

Niby wiedziałam, bez oceny, że mały jest the best, ale potwierdzenie tego, co się sądzi jest bardzo, jakby to powiedzieć? Uspakajające? Pożyteczne?