Inspiracje - pokój dla chłopca

Franek coraz więcej czasu spędza w swoim pokoju. Czas pomyśleć o jego urządzeniu.

Grecja moja miłość

Nie jest tajemnicą, że lubię Grecję. Wręcz uwielbiam. Moja miłość do tego kraju nie ma logicznego...

Wtedy opuścił ją Bóg i opętał diabeł...

Szczęśliwi Ci, którzy odkryją pasję swojego życia. Szczęśliwi Ci, którzy mają wsparcie najbliższych w realizacji swoich pasji.

Tablica kredowa krok po kroku

Pomału, krok po kroku urządzamy pokój Franciszka. Problem w tym, że ogólna koncepcja jego aranżacji cały czas ewoluuje.

Pop up restaurant. Co proszę?

Ostatnio pozazdrościłam koleżance jej własnej knajpy, po tym jak na jej profilu społecznościowym zobaczyłam zaproszenie do Polka Bistro.

piątek, 10 października 2014

Mój wymarzony dzień

Myślałam, że mam to już za sobą niestety okazuje się, że podświadomość lubi płatać figle.

Pracuję dalej z książką Kariny Sęp "Mapa marzeń, mapa celów". Niestety utknęłam na chwilę, ale mam nadzieję, że po chwilowym zastoju ruszę dalej z kopyta.

Przystopowało mnie jedno z ćwiczeń. Przyznam się, że na początku chciałam je obejść duuuuuuuuuużym łukiem, ale po zastanowieniu stwierdziłam, że jak coś robić to porządnie. Tym ćwiczeniem był opis mojego wymarzonego dnia. Wymarzonego, ale takiego zwyczajnego, codziennego.

Z samym wyobrażeniem takiego dnia nie miałam większego problemu. Okazało się, że sceneria się nie zgadza. Można by pomyśleć, jak się nie zgadza skoro mogę opisać mój wymarzony dzień, jak mi się żywnie podoba. No, ale ta sceneria wyskakuje mi jednak, jak Filip z konopi.

Jakiś czas temu porozmawiałam sobie sama ze sobą i stwierdziłam, że czas zmienić priorytety. Mieszkam wygodnie to po cholerę na mojej liście marzeń widnieje nowy dom z widokiem z okna, jak na jednym filmie na podstawie powieści Agathy Christie. Okazuje się, że to, że przeprowadziłam taką rozmowę i przyjęłam przytoczone w niej argumenty nie oznacza, że moja podświadomość również je zaakceptowała.

I tak za każdym razem dochodzę w moim opisie do fragmentu, w którym odsuwam zasłony i patrzę na mój ogród oświetlony pierwszymi promieniami słońca. Ja nie mam takiego widoku z okna. Nawet gdybym pokombinowała to nie będzie on w żadnym wypadku przypominał tego z w/w filmu. I co ja mam w takim przypadku zrobić? Oczywiście widok z okna pozostał, nie zmieniłam opisu mojego wymarzonego dnia. Kto wie, może moja podświadomość wie lepiej, co jest dla mnie najlepsze?





środa, 8 października 2014

Nasz dziewiętnasto-miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn
Usłyszałam ostatnio skargę, że nie zamieszczam najnowszych zdjęć Puciunka. Żeby spełnić zadość prośbom oto kilka z najbardziej aktualnych.


Sto lat Urwisie!!! 


I dalej proszę bez takich numerów. Bez wypadków, szpitali, a może mamusia będzie miała dla Ciebie niespodziankę;)

Kto wie?


Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn

Monika i spółka; Nasz dziewiętnasto miesięczny syn





niedziela, 5 października 2014

VIII Dolnośląski Test Coopera

Już 18 października we Wrocławiu, na stadionie lekkoatletycznym Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, przy ul. Paderewskiego 35 odbędzie się po raz ósmy Dolnośląski Test Coopera.

Taką informację znalazłam na profilu mojej koleżanki. Zainteresowało mnie, co to takiego jest i z czym się to je. Okazuje się, że w szkole podstawowej, co prawda nie pamiętam, w której klasie, nasz wuefista zrobił nam Test Coopera. Pamiętam nawet kto zrobił najwięcej okrążeń, patrz przebiegł najdłuższy dystans. Może nie skojarzyłabym, że to był właśnie Test Coopera, ale te 12 minut zapadły mi w pamięć.

Pewnie nawet gdybym mogła nie zdecydowałabym się na udział w Teście. Nie, że nigdy, ale po prostu nie w tej chwili. Dlaczego? Bo wiem w jakiej jestem kondycji, bez Testu. Przekonałam się o tym kilka miesięcy po narodzinach Franka, kiedy to będąc u moich rodziców, poszłam sobie pobiegać. O mały włos znaleźliby mnie martwą w trawie. Dosłownie. Trochę się od tego czasu zmieniło, ale nie za bardzo. 

Myślę, że taki Test to super sprawa i zachęcam wszystkich do udziału. Biorąc udział w kolejnych edycjach można sprawdzić, czy nasza kondycja się poprawia, czy wręcz przeciwnie. Jak już wiem, że można wziąć w czymś takim udział będę śledzić informacje o kolejnych edycjach Testu Coopera. 

Udział w teście jest bezpłatny

Zapisy przyjmowane są na miejscu w dniu Testu.

Szczegółowych informacji szukajcie na załączonych plakacie i na stronie organizatora VIII Dolnośląski Test Coopera.





sobota, 4 października 2014

Mapa marzeń, mapa celów

Monika i spółka; Mapa marzeń, mapa celów. Karina Sęp.
Stwierdziłam, że koniec z bałaganem w życiu i w głowie. Czas na porządki. Czas określić, czego pragnę, czego potrzebuję i do czego dążę.
 
Ma mi w tym pomóc książka Kariny Sęp pod tytułem "Mapa marzeń, mapa celów". Jak na razie jestem na początku lektury (po raz kolejny). To, co na pewno już wiem, to czego nie chcę, na co nie mam ochoty. Myślę, że to całkiem sporo. Inna sprawa, jak dojść do punktu, w którym nie chcę zamieni się w nie muszę.

Aktualnie jestem na etapie lektury kolejnych rozdziałów i spisywania celów. Od tych małych do tych dużych, od głupiutkich do tych serio, serio. Nie ograniczam się, spisuję, jak leci. Później przyjdzie czas na analizę. Jak na razie doszłam do wniosku, że gdybym pomyślała o zrobieniu mapy wcześniej to byłabym w innym punkcie swojego życia. Toż odkrycie;) Niestety dopiero teraz poznałam Joasię z Misji Macierzyństwo, od której dowiedziałam się o książce. Joasia opracowała już swoją pierwszą mapę, ja niestety musiałam jeszcze dojrzeć.

Myślę, że nie byłam wcześniej gotowa. Teraz, jak spisuję cele, a właściwie pomysły na cele, to nie rozumiem, dlaczego nie robiłam tego wcześniej. Moja lista nie musiała nazywać się mapą marzeń, wystarczyłoby gdyby była listą celów z terminem realizacji. Np. zakup aparatu fotograficznego marki takiej, a takiej, w cenie takiej a takiej, miesięcznie odkładam X zł, idę do sklepu za Y miesięcy. Proste, proste. Niestety dla mnie chyba za proste;) To tylko przykład pierwszy z brzegu, ale znajdzie się na pewno na mojej mapie, jak i nożyce do bukszpanu.

Szczęśliwi Ci, którzy wiedzą dokąd zmierzają i do czego dążą.





sobota, 27 września 2014

Monika i społka - III miejsce w rankingu najpopularniejszych blogów

Monika i społka - III miejsce w rankingu najpopularniejszych blogów Widzicie, kto jest na III miejscu? Tak, tak to Monika i spółka.

Bardzo Wam dziękuję.

Nawet nie wiedziałam, że portal zblogowani.pl robi taki ranking. Dodam, że zajęliśmy III miejsce, w miesiącu sierpniu wśród blogów z kategorii Rodzina.

Oczywiście sprawdziłam poprzednie okresy. W lipcu byliśmy czwarci;)

Jeszcze raz podium dla osób o słabszym wzroku.

Monika i społka - III miejsce w rankingu najpopularniejszych blogów






piątek, 26 września 2014

Czarny kot i inne zabobony

Czarny kot i inne zabobony
Chyba nie znam osoby, która mogłaby o sobie powiedzieć, że nie wierzy w zabobony. Oczywiście wiele z tych osób deklaruje, że zabobony to nie ich bajka. Coś o tym wiem, sama do nich należę. I naprawdę w to wierzę.

Dziękuję, jak ktoś mi życzy powodzenia, czarny kot mi nie straszny, nie posiadam mebli z surowego drewna, nie dostrzegam kominiarzy itd. itp.

No dobrze, a co się dzieje gdy czymś się martwię, albo mi na czymś szczególnie zależy? Wtedy podświadomie kot przebiegający tuż przed samochodem do potencjalne zagrożenie, wzmagające lęk i obawy. Gdy ktoś mi życzy powodzenia nie zaszkodzi odpukać w niemalowane drewno, a napotkany kominiarz to nie szkodząca nikomu, potencjalna szansa na szczęście.

Dlaczego właśnie teraz o tym piszę? Wczoraj jechaliśmy na ważne badania, których wynik miał mnie napełnić nadzieją na przyszłość lub pogrążyć w rozpaczy. Jak już wszystko się unormuje i uspokoi zdradzę Wam, o co chodzi. Na razie cicho sza;) Aż nagle, niespodziewanie przed samochód wyskoczył nam czarny kot. Nie przedwczoraj, nie miesiąc temu, tylko prawie przed drzwiami Laboratorium. Zamarłam. Nie uznałam, że to pech, ale że szczęście też na pewno nie. Teraz jednak już wiem, że czarny kot, to moje dobre fatum, tak jak liczba 13.





wtorek, 23 września 2014

Opowieści dziwnej treści w kolejce do lekarza

Monika i spółka; Opowieści dziwnej treści w kolejce do lekarza. Co się człowiek nasłucha w kolejce do Izby przyjęć to głowa mała
Chciałabym na początku podziękować i przeprosić wszystkich, którym wepchnęliśmy się w kolejkę.

Niestety nie byliśmy przygotowani na sytuację, która zaistniała i zamiast wzywać karetkę udaliśmy się najpierw do przychodni, a dopiero stamtąd do szpitala. Teraz już wiemy, że należy od razu wzywać karetkę. Ale ja nie o tym.

Czekając w kolejce na Izbie Przyjęć słyszałam, jak jedna z mam narzekała na naszą służbę zdrowia. Z tytułu miejsca pracy coś o tym wiem. Nie trzeba mi nic mówić. Mimo tego nie zgadzam się z nią. Jej dziecko z tego, co zrozumiałam znalazło się na Izbie przyjęć z ręką złamaną drugi raz w tym samym miejscu. Narzekała, że lekarze nie chcą wypisywać zleceń na rehabilitację. Też to przerabiałam na własnej skórze. Ale nie przesadzałabym. Okazuje się, że takie skierowanie może wypisać lekarz pierwszego kontaktu. Jeśli Wasz lekarz robi Wam z tym problemy to mam tylko jedną radę. Zmieńcie go. Prawdą jest, że mając już skierowanie musimy swoje odczekać. Dlatego mam jeszcze jedną radę. Jak już będzie zbliżał się termin rehabilitacji to idźcie po kolejne skierowanie. W ten sposób zachowacie ciągłość leczenia. 

Mama wspomniała też, że lekarze kazali przebywać dziecku, jak najwięcej na dworze ze względu na witaminę D. Uznała, że to tylko takie ich gadanie, że tylko tyle mieli do powiedzenia. A ja się pytam, co z suplementacją? Nasz pediatra zalecił, żebyśmy dawali Frankowi witaminę D do 18 roku życia. Z tego, co właśnie przeczytałam międzynarodowe organizacje zdrowia zalecają spożywanie witaminy D przez całe życie. To, co ta mama o tym nie wie? Przecież ewidentnie jej dziecko jest podatne na złamania kości.

Następnie radziła innej mamie, że jak złamana ręka to najlepiej żeby jej syn chodził cały czas z ręką na temblaku, a później przez cały czas w ortezie. Ostatnio miałam okazję usłyszeć odmienną teorię na ten sam temat. A z własnego doświadczenia wiem, że orteza jest na inny rodzaj urazów.

Trudno było mi tego słuchać. Sytuacja, w której się znaleźliśmy na pewno też miała na to wpływ. 
Mam w związku z tym opowiadaniem tylko jedną uwagę.
Uwierzcie, nie wszystkie informacje, które, przekaże nam "Doktor Google" są prawdziwe i rzetelne. Doświadczenia innych rodziców i historia choroby ich dzieci nie oznacza, że Wasz przypadek jest podobny i należy go leczyć tymi samymi lekami i metodami. Apeluję o rozwagę. Sknocić coś można bardzo łatwo, ale później trudniej to odkręcić, a czasami nie ma już takiej możliwości.